Polecany post

Łobeski odcinek "Odry".

       D ziało się to w okupowanej Warszawie, zaraz po świętach wielkanocnych roku 1941. Mężczyzna przebywający w jednym z zakonspirowan...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łobez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łobez. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2020

Niewybuchy

Gdy już opadły emocje związane ze znalezieniem 4 lutego 2020 roku niewybuchów i jak się potem okazało także ludzkich szczątków na terenie łobeskiego Liceum Ogólnokształcącego pora bym również podzielił się kilkoma spostrzeżeniami. Więcej można znaleźć tutaj i tutaj.
Na wstępie dodam tylko, że odnalezienie ludzkich szczątków, które wywołało wśród niektórych ludzi zwłaszcza z młodszego pokolenia tyle emocji, nie jest takim pierwszym znaleziskiem przy okazji prowadzonych prac ziemnych. Po prostu ludzi w czasie działań wojennych często chowano tam gdzie zginął.
Wróćmy jednak do niewybuchów. Charakter znaleziska nieco przeczy często pokutującej tezie, jakoby Łobez był broniony jedynie przez jakieś tam oddziały lokalnego Hitlerjugend. Dość przytoczyć tu sprawę Tadeusza Malinowskiego (link), który zginął z rąk niewielkiego oddziału SS.
Zgodnie z niemiecką metodą prowadzenia działań opóźniających, bo raczej o takich możemy mówić to w okolicy powinno się znajdować przynajmniej jeszcze jedno takie stanowisko (armaty przeciwlotnicze były używane do niszczenia czołgów), jedno jeżeli nie dwa. Nie będę podawał tu hipotetycznych miejsc ich ulokowania by nie ruszyli samorodni poszukiwacze. Zresztą pasjonaci i tak wiedzą, jak Niemcy te działa rozstawiali.

(Zdj. Miejsce znalezienia niewybuchów)

Co do moich dziecinnych znalezisk z okresu drugowojennego w tamtym rejonie. Były to mocno skorodowany pocisk z pistoletu 9 mm typu Parabellum – wywalony przeze mnie. Potem wraz z innymi dzieciakami znaleźliśmy na dachu garaży nauczycielskich przy L.O. skorodowaną lufę wraz z częścią zamkową karabinu, bez detali. Na tyle dobrze pamiętam to znalezisko, że z całą pewnością mogę stwierdzić, że pochodziła od Mausera. Zapewne wyrzucił ją tam jakiś działkowiec.
Odnośnie walk z bardziej zorganizowanymi oddziałami, to muszę wspomnieć też o znalezisku w parku miejskim przy ścieżce wiodącej w kierunku jeziora „Miejskiego”. Również w dzieciństwie znalazłem tam w krzakach coś co uznałem za resztki tłumika samochodowego, a co dziś mogę z czystym sumieniem uznać, za fragment pocisku od „Katiuszy”. Tej broni do walki z Hitlerjugend wojska radzieckie raczej by nie używały.

(Zdj. W okolicach tych resztek poniemieckiej ławeczki znalazłem coś co dzisiaj identyfikuję jako resztki pocisku od "Katiuszy")

Podsumowując. Łobez (Labes) nie był broniony przez jakieś silne oddziały, ale regularne niewielkie grupy bądź to zebranych niedobitków z innych jednostek, bądź niewielkie siły regularnej armii, które wsparte oddziałami Hitlerjugend postanowiły opóźnić marsz sowieckich czołgów i stąd  takie znalezisko na terenie łobeskiego L.O.


Źródła:
  • http://www.lobez.pl/aktualnosci/e14a79c05e1543e2c9554b6cdc49c013.html
  • http://lobez24.pl/article/1888/arsenal-niewybuchow-na-terenie-szkoly-w-lobzie--zdjecia+video-/
  • http://www.wppp.pl/artykul.php?nr=1&id=1205800427&gaz=ws

niedziela, 30 czerwca 2019

Montownia

Przepraszając czytelników, za dłuższą nieobecność, chciałbym dzisiaj przedstawić kolejny były obiekt kolejowy z dosyć ciekawą historią.
Obecnie w tym niegdyś należącym do PKP budynku znajduje się dość ciekawy sklep z używanymi rzeczami. Nie wiem dokładnie, jakie funkcje pełnił w ostatnich latach przynależności do kolei, pamiętam jednak czasy, gdy stały w nim lokomotywy, zarówno parowozy, jak i lokomotywy spalinowe (czasy przed elektryfikacją łobeskiej linii), zatem musiał być podręcznym warsztatem choćby dokonującym bieżących konserwacji.

(Zdj. Budynek dawnej lokomotywowni )

W latach przedwojennych obiekt ten również pełnił rolę lokomotywowni

(Zdj. Pozostałości dawnego torowiska prowadzącego do wnętrza.)

Najciekawszym jednak epizodem w dziejach tego budynku wydaje się być okres II Wojny Światowej. Stał się bowiem ów budynek montownią torped.
Nie ustaliłem od kiedy hitlerowskie Niemcy zaczęły go używać w tej roli, na pewno od czasu, kiedy wzmogły się bombardowania aliantów zachodnich i Niemcy rozpraszali produkcję. Dodatkowo możemy przyjąć za pewnik, że był związany z Torpedoschulle II Regenwalde (Resko).
Jednak i w tym miejscu rodzą się pytania, czy montownia torped została uruchomiona wraz z powstaniem wspomnianej szkoły torpedystów (luty 1944), czy też istniała już nieco wcześniej, jakie typy torped tu montowano.
Badania archeologiczne potwierdziły przecież istnienie na jeziorze Stara Dobrzyca wyrzutni torped. Oczywistym jest, że korzystali z niej słuchacze wspomnianej szkoły, ale też nie wiadomo, czy nie była wcześniej wykorzystywana do testów tej groźnej broni.
Można czasami natrafić, na wspomnienia ludzi, którzy przez wspomnianą szkołę się przewinęli, jednak nie natrafiłem na jakiekolwiek wzmianki ludzi, którzy w tej montowni pracowali. To ciągle dla mnie nieodkryta karta tego miejsca.

(Zdj. Drzwi wydają się być oryginalne)

(Zdj. Letnie zarośla, pozostałość po opuszczonych ogródkach działkowych, zdają się zazdrośnie strzec tajemnic tego obiektu)

Na koniec mała uwaga. Jest niezwykle szczęśliwym trafem dla Łobza, że znalazł się taki inwestor i zarazem właściciel, który znalazł pomysł na wykorzystanie tego obiektu w stanie w jakim go zastał. Nie zawsze taka postawa miała miejsce, vide: łobeska gorzelnia czy rzeźnia, o kolejowej wieży ciśnień już nie wspomnę. Jest wspaniałą rzeczą, że budynek ten jest wykorzystywany, nie niszczeje, jak wiele podobnych obiektów w Polsce.

Serdecznie dziękuję właścicielowi obiektu za zgodę na wykonanie dokumentacji fotograficznej.


Źródła:






niedziela, 11 lutego 2018

Morderstwo rzeźbiarza

Podczas różnego rodzaju poszukiwań tematów, na bloga, bywają takie epizody, które w jakiś dziwny sposób nie dają człowiekowi spokoju. 
Podobnie było w przypadku, „Suplementu do tajemnic Łobza”. Próbując po omacku dociec faktów z zamazanej historii  niemieckich obozów, zarówno tych jenieckich, jak i obozów pracy położonych na terenie powiatu łobeskiego, natknąłem się na nazwisko człowieka odesłanego z Łobza do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau. 
Niestety moje poszukiwania niewiele wniosły  w poznanie historii tego człowieka. To co udało mi się dotychczas ustalić przedstawię w krótkiej notatce.
Byłoby dużym uproszczeniem historycznym twierdzić, że obóz w Dachau, był przeznaczony wyłącznie dla likwidacji Żydów, Cyganów, duchownych, lub przeciwników politycznych partii hitlerowskiej i w ogóle Hitlera. Śmiało można w tym miejscu postawić tezę, że obóz ten pełnił rolę obozu zagłady.
Wróćmy jednak do sedna sprawy.
We wspomnianym poście na niniejszym blogu zastanawiałem się nad odesłaniem z terenu  dzisiejszego Łobza do obozu w Dachau niespełna 41 letniego mężczyzny.
Udało się na jego temat ustalić coś więcej, niestety wciąż mało.
Ignacy Peteja urodzony wg ewidencji obozowej dnia 27.07.1904 roku w Althamen – Niestety nie udało mi się ustalić co to za miejscowość. Słownik  nazewnictwa krajoznawczego – Śląsk, Ziemia Lubuska, Pomorze Zachodnie, Warmia i Mazury na stronie 187 wymienia miejscowości Althammer (czyżby błąd ewidencyjny?) są to:    
Althammer Kuźnica Katowska (opolskie)
Althamer – Trachy okolice Katowic
Althammer Militsch – Kuźnica Milicka ok. Wrocławia
Idąc dalej ewidencja wymienia miejsce skąd przybył do Dachau - jest to Labes.
Zaintrygował mnie bardzo zawód pana Ignacego Peteji wymieniony  w ewidencji obozowej.
Był mianowicie rzeźbiarzem, a więc osobą zaliczaną do grona inteligencji.

Dalej jest już wymieniona data śmierci 18 kwiecień 1945 roku. Wskazuje to na niezwykłą gorliwość z jaką mordowano polską inteligencję, gdy niemalże u progu stały wojska amerykańskie, które wyzwoliły obóz. Pan Peteja nie doczekał wyzwolenia, jak również zemsty więźniów na strażnikach i obozowych kapo, jaka miała miejsce zaraz po wyzwoleniu więźniów.


Niestety nie udało mi się ustalić za co pan Ignacy Peteja został odesłany z Łobza do Natzweiler (kolejny ciężki obóz koncentracyjny),  a potem do Dachau. Konspiracja? Czyżby jednak było to kolejne świadectwo potwierdzające niemal nieznane fakty konspiracji na ziemi łobeskiej podczas II Wojny Światowej?
Nie udało się ustalić kiedy na ziemię łobeską trafił i czym się zajmował.
Dalsze poszukiwania doprowadziły mnie już tylko do Archiwum IPN, gdzie pod sygnaturą IPN Po 85/147 znajduje się dokumentacja akt Sądu Grodzkiego w Lesznie z 1946 roku z wnioskiem żony pana Ignacego Peteji, Marii o uznanie go za zmarłego.


Czy jego najbliżsi wiedzieli, wówczas jaki okrutny los go spotkał?
Historia Ignacego Peteji  na pewno zasługuje na dalsze badania.
Czyżby o łobeskich obozach było tak mało wiadomo z powodu gorliwego dostarczania ludzi do obozów koncentracyjnych?


Źródła:
http://ipgs.us/dachau/dachaup.html 
https://pl.wikipedia.org/wiki/Natzweiler-Struthof
https://stevemorse.org/dachau/dachau.php?=&offset=88053
https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/359167,Pieklo-ponad-dwustu-tysiecy-wiezniow-Dachau
http://www.inwentarz.ipn.gov.pl/showDetails?id=1585417&q=ignacy&page=&url=[grupaAktotworcyId=8|aktotworcaId=10253|typ=2]
https://lokalneimpresje.blogspot.com/2015/03/suplement-do-tajemnic-obza.html

Słownik nazewnictwa krajoznawczego – Śląsk, Ziemia Lubuska, Pomorze Zachodnie, Warmia i Mazury str 187

Tygodnik Łobeski 2010.03.02 Nr_09

sobota, 10 lutego 2018

Pro memoria

W dniu 10 lutego 2018 roku na placu Sybiraków odbyła się skromna uroczystość rocznicowa upamiętniająca pierwsze deportacje Polaków na Syberię 10 lutego 1940 roku. 
Przybyła skromna liczba osób, które mogły przybyć na tę uroczystość. Krótkie przemówienie, krótka modlitwa, za tych, którzy tam pozostali, chwila zadumy.
Wielki zawód sprawiły władze miasta i powiatu. Żadnej delegacji, żadnego słowa. Nie pojawili się też przedstawiciele szkół. Smutne, a przecież ludzie, którzy tu wrócili zapisali wiele pięknych kart w historii miasta i powiatu.



piątek, 30 czerwca 2017

"Ziemia Łobeska - ludzie i historia"

Miło mi poinformować szanownych czytelników, że zostałem zaproszony do współtworzenia albumu  pod roboczym tytułem: "Ziemia Łobeska - ludzie i historia".
 W związku z tym mam ogromną prośbę do wszystkich osób odwiedzających mój blog, które chciałyby się podzielić zarówno wiedzą jak i posiadanymi dokumentami, fotografiami, wspomnieniami swoich krewnych, o udostępnienie swojej wiedzy i pozostawienia jej dla potomnych. 
Formularz kontaktowy znajduje się z prawej strony bloga. Tu można omówić szczegóły związane z przekazaniem materiałów.
Co do tematyki, to interesuje nas dosłownie wszystko, nawet pozornie błahe informacje mogą okazać się ważne.
W związku z powyższym proszę również o wyrozumiałość, jeśli chodzi o nowe tematy, choć postaram się ich nie zaniedbać.

Za wszelką pomoc udzieloną przy tworzeniu książki w imieniu współuczestników projektu serdecznie z góry dziękuję.

wtorek, 31 stycznia 2017

Legenda o domku za wsią

Tak. Według opowiedzianej mi niegdyś historii dom stał za wsią, choć chyba niezbyt daleko i równie niezbyt daleko od lasu.  Nie pamiętam nazwy wsi, jak się zresztą okaże nie jest to ważne, zwłaszcza, że nazewnictwo ulegało zmianie. W każdym razie miało się to dziać na terenie obecnego powiatu łobeskiego.
Była to jedna z pierwszych powojennych zim. Jak również wyniknie z dalszej części opowiadania prawdopodobnie o poranku do domu zajętego przez przesiedleńców ze wschodu, a może centralnej Polski lub Kielecczyzny zawitał dość młody mężczyzna, ubrany ani elegancko, ale też nie niechlujnie, ot tak jak zwykły człowiek w owych powojennych, niezamożnych latach.
Od słowa do słowa prowadząc rozmowę z gospodarzami, przedstawił się w końcu jako były przymusowy robotnik rolny u bauera, który był właścicielem gospodarstwa, w którym się obecnie znajdują. Oprowadzony przez nowych właścicieli po gospodarstwie i rozejrzeniu się nawiązał z nimi ponownie rozmowę.
W jej trakcie poinformował gospodarzy, że ma wiedzę o ukryciu na terenie ich gospodarstwa różnych dóbr materialnych w sporej ilości, z których oni na pewno będą zadowoleni.
Postawił też pewien warunek wskazania miejsca ukrycia wszystkiego.
Warunkiem była możliwość zabrania czarnej walizeczki, niezbyt dużych rozmiarów. której lokalizacja wśród ukrytych dóbr materialnych była mu dobrze znana. Po tym mieli się zgodnie z jego obietnicą nigdy nie zobaczyć.
Po naradzeniu się z żoną gospodarz postanowił jednak odmówić, sugerował przy tym, że zawartość teczki też powinna być do podziału. Gość próbował ich jeszcze namówić na zmianę decyzji ale bez skutku.
Odszedł z kwitkiem.
Jeszcze tego samego dnia pojawił się zresztą znowu. Tyle, że ciężarówką i w towarzystwie funkcjonariuszy UB.
Tu przerwa na małe wyjaśnienie. W owych czasach istniał ustawowy obowiązek zgłaszania mienia poniemieckiego zastanego lub znalezionego odpowiednim instytucjom, które decydowały czy np. nowy mieszaniec domu może je sobie zatrzymać jak np. meble czy musi je oddać celem centralnego rozdzielenia. W praktyce z owym zgłaszaniem różnie bywało. A skala szabru była ogromna.
Po zerwaniu podłóg, w jednym z pomieszczeń ukazała się druga piwnica, w której był ogrom różnych dóbr. Od drogich mebli, przez bele materiału, rowery, maszyny do szycia, porcelanę, sztućce, komplety pościeli, słowem dobra o ogromnej wartości.
Gospodarze, gdy to zobaczyli dostali podobno rozstroju nerwowego. Gospodyni rwała włosy z głowy, a gospodarz przystąpił do aktu wieszania się, powstrzymany przez funkcjonariuszy UB.
Zmierzchało, kiedy przystąpiono do ładowania wszystkiego na ciężarówkę.
(Zdj. Odszedł w ciemność pobliskiego lasu)

Nasz nieznany przybysz zaś w tym czasie wziął do ręki ową walizeczkę i bez słowa odszedł w ciemność pobliskiego lasu. Zgodnie z obietnicą nikt go więcej nie zobaczył.
A ja…?
A ja długo się zastanawiałem czy nie nadać temu tematowi tytułu „Klątwa czarnej teczki”.

Opowiedziałem tę historię kilku osobom przed laty i owszem budziła ona zainteresowanie. Tyle tylko, że to duby smalone, bajka o żelaznym wilku jak ktoś woli, nic więcej.
Z czasem zacząłem dowiadywać się o funkcjonowaniu tej opowieści w różnych częściach Ziem Odzyskanych. W analogii do pojęcia „urban legend”, można ją nazwać „village legend”
A skoro jesteśmy przy legendzie miejskiej, to mam wiedzę, o funkcjonowaniu powyższej opowieści  w wersji miejskiej. Wiem również, że właściciele ryli, aż miło i nic raczej nie znaleźli, jeśli coś to przez przypadek.

Kto i dlaczego wymyślił tę historię? Nie wiadomo. Może to kaczka dziennikarska, powtarzana w lokalnych gazetach. Może to celowa akcja służb bezpieczeństwa w owych czasach. Rozpowszechniana by obywatele zaczęli szukać na swoich parcelach i wyręczyli tym samym UB/SB, by przy okazji wywołać zazdrosne akty donosicielstwa wśród sąsiadów.
Różne miejsca funkcjonowania tej legendy jednoznacznie wskazują na jej brak wiarygodności, a nam każe podchodzić z rezerwą do różnych przekazów.

niedziela, 4 grudnia 2016

Dola ludzi rozbrojonych

 Znajdujemy się na jednej z istniejących kiedyś strzelnic. Umiejscowiona była w niecce powstałej z dawnego żwirowiska. Wejście do niej, jak i ona cała, jest dosyć mocno zarośnięte krzakami. Widać to zresztą na poniższym zdjęciu.




Niedaleko od wejścia znajdowały się stanowiska strzeleckie, po przeciwnej stronie od wejścia stały  metalowe tarcze strzelnicze, co należy podkreślić, gdyż nie były to jakieś tam prowizorki. Używana była głównie przez Ligę Obrony Kraju oraz osoby posiadające zezwolenia na broń (wówczas trzeba je było mieć również na wiatrówki). Być może używała jej też Milicja Obywatelska.

(Zdj. Nieco inne ujęcie od strony wejścia)
Według mojej wiedzy, obecnie strzelnica wykorzystywana jest sporadycznie przez miłośników ASG i strzelectwa sportowego. Za cele służą tradycyjnie butelki i puszki. I tu czas na chwilę niewesołej refleksji.
Jesteśmy jednym z najbardziej rozbrojonych narodów, nie tylko w Europie, ale i na świecie, może nie czas tu na dyskusję czy Polacy powinni mieć dostęp do broni, czy nie, ale w kontekście tworzonej obecnie przez MON Obrony Terytorialnej byłoby to rozwiązanie tańsze. Polacy w coraz mniejszym stopniu potrafią się nawet prawidłowo posługiwać bronią. Broń to także zasady bezpieczeństwa. Tych rzeczy gdzieś się trzeba uczyć. Strzelnicy brak, a żeby zaistniał sport strzelecki, który jest traktowany po macoszemu, potrzebni są i instruktorzy. Tego się nie zrealizuje strzelaniem z przypadku w pokątnych miejscach. Warto mieć strzelnicę profesjonalną. Może więc należy pomyśleć o takowej?

(Zdj. Jak będzie wyglądała dalsza droga do sportu strzeleckiego?)


czwartek, 29 września 2016

Belemnity

Wbrew do dziś pokutującemu i dość powszechnemu mniemaniu nie jest pozostałością po piorunie.
Nazywano go często piorunem, strzałką, piorunowym prątkiem wierząc że jest zastygłym po uderzeniu pioruna piaskiem.


To pozostałość po zwierzęciu podobnym do obecnie żyjących kałamarnic, a wymarłym ostatecznie w okresie kredowym, ściślej zaś jego skamieniałe rostrum (szczegóły w linkach źródłowych).
W dawnej słowiańszczyźnie przypisywano mu moc amuletów a o mocach leczniczych są wzmianki  z zupełnie bliskiego okresu czasu. Inne ich określenie „boże prątki” wywodzi się jeszcze z czasów wierzeń w Peruna najważniejszego boga Słowian.



Jest pospolitym znaleziskiem, także na ziemi łobeskiej, jako terenach ukształtowanych przez lodowiec. Ten prezentowany przeze mnie na zdjęciach został znaleziony przypadkiem na terenach prywatnych.
Co do wartości materialnej raczej jest ona niewielka od kilku do kilkudziesięciu złotych, ale to za naprawdę dobre okazy. Większą wartość należy mu przypisać jako obiekt poznawczy, edukacyjny czy kolekcjonerski.
Warto więc czasem przyjrzeć się bliżej temu co jest wydobywane wraz z piaskiem na powierzchnię.


Źródła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Belemnity
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kamień_piorunowy
http://prowincjapelnamarzen.blog.pl/2013/11/21/zlote-kamienie-od-piorunow/
https://zywaplaneta.pl/skamienialosci/belemnity/
http://kamienpiorunowy.blogspot.com/

niedziela, 31 lipca 2016

Roland i runy

"Heinrich Himmler, człowiek którego opanowały złe moce". Tak pisał o nim w jednym z podrozdziałów książki "Straceńcy" Bogusław Wołoszański opisując zamiłowanie Himmlera do okultyzmu i magii.
Czy aby na pewno tylko jego ogarnęły złe moce, czy takie zamiłowania zaczęły pojawiać się w narodzie niemieckim już wcześniej? Oto przykład z naszego podwórka, próbujący dać odpowiedź na to pytanie.
  Jakiś czas temu zapraszałem do spaceru po wzgórzu Rolanda – Zygfryda. Na prezentowanych tam kamieniach widać wyraźnie pismo runiczne. Jako że okres wakacyjny sprzyja dość luźnym rozmyślaniom, spróbujmy rozszyfrować owe znaki, które przetrwały do dzisiaj.
Znaczenie będę podawał w kolejności od lewej do prawej, jeśli dany znak budzi moje wątpliwości to będzie przy nim znak zapytania. W miarę możliwości będę podawał też symbolikę stosowaną w  formacjach SS lub wojskowych. Zastrzegam przy tym, że wpis nie jest próbą propagowania w jakikolwiek sposób ideologii nazistowskiej.
Na końcu podaję fonetyczne brzmienie danego napisu z prawdopodobnym jego znaczeniem.
Oczywiście będę pomijał runy już opisane.
Co bardziej dociekliwych zapraszam do zapoznania się z materiałami ogólnie dostępnymi w internecie, zarówno jeśli chodzi o runy, jak i ich znaczenie przypisywane przez oficjalną ideologię Niemiec hitlerowskich.



Pierwszy kamień ze znakami runicznymi.
Pierwsza runa „Isa” - symbolizuje antymaterię, wieczny lód. Zamrożenie jakiegoś istniejącego stanu, służy niezbyt bezpiecznej drodze między dwoma światami.
Następna runa „Odala” (Othala, Odal) - ogólnie symbolizuje dom, rodzinę, także klan, wspólnotę. Symbolizuje także „własność przodków”, tu czytelników odsyłam do akapitu mówiącego o niemieckim szowinizmie we wpisie dotyczącym Spaceru … . Jest też interpretowana jako
monogram Odyna. Potem runa ta staje się symbolem Biura d.s. Rasy i Osiedleń i również  7 Ochotniczej dywizji Górskiej SS „Prinz Eugen”.
„Durisaz” (Thurisaz)  - niekiedy łączona z Thorem. Być może oznacza giganta nieprzyjaznego ludziom.
Dalej „Uruz” - prawdopodobnie symbol prakrowy Audhumii powstałej przez połączenie ognia i lodu. Symbol życia wraz z jego różnymi formami.
„Ingwaz”  - Przypisywana bogu ziemi (Ing), występującemu w mitologii nordyckiej. Kojarzona ze wschodnią stroną swiata, gdzie miała leżeć (a jakże) kraina gigantów, którzy byli im wrodzy. Germanom. Także symbol rodzącej się idei, nowego życia.
Fonetycznie całość brzmi coś jak "Iothung" nie udało mi się ustalić co oznacza.



Kamień następny.
Pierwsza runa to najprawdopodobniej „Wunjo” - harmonijne współistnienie różnych sił i mocy.
Następnie „Odala”  - opisywana już wcześniej.
„Laukaz” (Laguz) - oznacza początek życia, energię witalną związana z symboliką pradawnych wód, oraz pora – warzywa, jak wiemy odpornego na złe warunki pogodowe.
„Fehu” - bardzo często spotykany symbol ognia, który miał tworzyć świat ludzi i jednocześnie doprowadzić do zniszczenia go.
Znowu opisywana wcześniej „Isa”
I tak samo „Ingwaz”
Fonetycznie  Wolfing –  Wizerunek wilka raczej nie pozostawia wątpliwości co oznacza. Najprawdopodobniej, jako, że jest to taras poświęcony wspólnocie rodowej jest to nawiązanie do imienia  Wolfa Borko pierwszego wzmiankowanego pisemnie pana Łobza.
Odwrócony trójkąt widoczny poniżej run, to w okultyzmie symbol wody oraz przepływu. Także symbol kobiecych narządów płciowych. Oznacza też intuicję i nieświadomy umysł.


Symbol trójramiennej swastyki „Triskelion” forma, która wśród plemion germańskich pojawiła się ok I – IV w. n.e.  Ogólnie u germanów swastyka była utożsamiana z młotem Thora.



Z racji zamazania farbą odszyfrowanie napisu może być nieco dyskusyjne.
„Sowelo” (Sowilo, Sowelu, Sig?). - Symbol zwycięstwa, której kształt nawiązuje do promieni słonecznych. Słońce będące u germanów pierwiastkiem żeńskim symbolizowało też ciepło, światło bezpieczeństwo. Podwójna jest chyba tak znana jako symbol używany w SS, że nie trzeba jej tłumaczyć. Występuje nie tylko na mundurach, ale też na Totenkopfringu – pierścieniu SS.
„Odala” - jak opisano wcześniej.
„Naudiz” - symbol dwóch patyków do rozniecania ognia. Charakteryzuje wolę i narzędzia potrzebne do jej realizacji. W przypadku rozterek i strapienia wskazuje, by nie trwać w tym stanie.
„Naudiz” - po raz drugi.
„Echwaz” -odwołuje się do konia, jako mądrości tych zwierząt oraz zaufania i pomocy.
„Naudiz” -jw.
„Dagaz” ? -Symbol energii dnia i nocy łączącej się w jedno o świcie. Oznacza punkt, w którym łączą się wszelkie przeciwności jak życie i śmierć.
„Echwaz” jw.
„Laukaz” - (prawdopodobnie) j.w.
„Laukaz” - (prawdopodobnie) j.w.
„Echwaz” - (prawdopodobnie) jw.
Fonetyczne brzmienie napisu to najprawdopodobniej sonnendelle? – orbita słońca?


Kamień następny
„Tiwaz” (Tyr) – Związana z Tyrem bogiem wojny oraz sprawiedliwości – później wykorzystywana jako symbol wojskowy SS. - fonetycznie t
„Durisaz” - jw. fonetycznie th
 Fonetycznie wychodzi jakiś dziwoląg tth. Nie potrafiłem go chociaż w przybliżeniu rozszyfrować.


Nawet litery na kamieniu dedykowanym poległym nawiązują kształtem do run.
Pomieszanie mitologii, zabobonów, okultyzmu, także historii. Natomiast znaczenie run dziwnie koresponduje ze znaczeniem tarasów, na którym się znajdują. 
 Swoją drogą ciekawe czy ci polegli, gdy żyli, modlili się w okopach o ocalenie do prakrowy, konia, wilka, kobiecych narządów rodnych, jakiegoś warzywka, Odyna czy może jednak bliższa im była religia chrześcijańska?



Ani Roland, ani bogowie z legend nie uchronili miasta i jego mieszkańców przed „gigantami” ze wschodu. Na ironię losu zasługuje fakt, że szczątki pomnika Rolanda, który patrzył na wschód leżą porozrzucane w nieładzie po stronie zachodniej, jakby uciekając wraz z mieszkańcami porzucił zbroję wraz z tarczami.
Pomnik i miasto zostały zrównane przez owych „gigantów”, tak jakby Bóg chciał ukarać  ludzi za złamanie jego przykazań. Tak pierwszego jak i piątego.


Źródła:
http://odkrywca.pl/symbolika-nazistowska,688783.html
http://www.vaterland.pl/znaki_runiczne_w_iii_rzeszy.html



niedziela, 10 kwietnia 2016

Spacer po Wzgórzu Rolanda (Zygfryda, Gotfryda).

 Miejsce na zwiedzanie, którego zapraszam zostało już dość dokładnie opisane, zatem ciekawych odsyłam do linków, na końcu tekstu, jak również samodzielnego poszukiwania informacji. Z tych samych względów, nie będzie tu zdjęć historycznych – one także są łatwe do znalezienia. Na koniec ograniczę się tylko do małego podsumowania.
Zapraszam zatem na mini wycieczkę

(Zdj. Widok z podnóża)

(Zdj. Widok na najlepiej chyba zachowane schody środkowe)

   
(Zdj. Kamienne ograniczenie tarasów z lewej i prawej strony)

(Zdj.Pierwszy poziom "tematyczny" . Widok na "dolmen", w którym rzekomo miało znajdować się dziedzictwo przodków czyli starożytne militaria)

                                   
(Zdj. Z lewej lub z prawej strony dochodzimy do drugiego poziomu)

 
(Zdj. Megalityczny grobowiec,grota, brama lub ława, po latach ciężko określić co to. Ten obiekt jest pokryty znakami runicznymi)

(Zdj. Głaz z symbolicznie wyrytym wilkiem po prawej stronie drugiego poziomu poświęconego wspólnocie rodowej, niestety zamazany przez wandali)

(Zdj. Wejście na taras trzeci poświęcony baśniom i legendom)

                                
 (Zdj. Ogólny widok na obydwie strony tarasu trzeciego)

(Zdj. Zaczynamy zwiedzanie od strony lewej)



(Zdj. Nie da się określić czy był tu jakiś napis)

(Zdj. Kierujemy się ku środkowym schodom)


(Zdj. To już strona prawa poziomu trzeciego)




(Zdj. Wracamy w kierunku schodów prowadzących na najwyższy poziom)

(Zdj. Oto one, z lewej kamień z dedykacją Hindenburga, który jako prezydent Niemiec uświetniał uroczystość odsłonięcia pomnika)

(Zdj. Dedykacja, którą przetłumaczyłem następująco: "Hindenburg bohaterom, Ekkehardowi I* i tym 208. 208 mieszkańców ówczesnego powiatu poległo w czasie I Wojny Światowej)

(Zdj. Wchodząc zobaczymy resztki kolumn, gdzie były wmurowane i urny z ziemią pól bitewnych "Wielkiej Wojny" jak i tablice z nazwiskami poległych - trzy z nich brzmiące po polsku)

(Zdj. Ta kolumna jest najlepiej zachowana)

(Zdj. Z tyłu za kolumnami kamień, na którym napisu nie udało mi się odszyfrować)

(Zdj. Rozciągnięte po wzgórzu resztki pomnika)


(Zdj. Tarcze zachowały się wszystkie cztery, choć leżą rozciągnięte na ziemi)

Moja osobista refleksja.
Obecnie miejsce to jest dosyć dokładnie oczyszczone z krzaków i dość dobrze widoczne, szczególnie wczesną wiosną. Znaczna część kamiennych konstrukcji nie przetrwała ostatnich kilkunastu lat. Uważam, że zostało to spowodowane odgórnym cichym przyzwoleniem na dewastowanie tego miejsca.
Analizując dyskusje odbywające się przed laty na łamach prasy lokalnej zauważymy dwie przeciwne sobie postawy. Jedna mówiąca o zachowaniu w obecnym kształcie, lub wręcz odbudowie, druga zaś o zostawieniu co najwyżej jak jest i niech czas robi swoje.
Ta druga postawa była podawana jako „oficjalna”, choć bardziej pasuje do niej określenie półoficjalna, tłumaczona jako „brak zgody społecznej na odbudowę”.
Należy tu jasno podkreślić, że społeczeństwa nikt o nic w tej kwestii nie pytał, za chwilę do tego powrócimy, na razie pozostańmy przy przeciwnikach odbudowy.
Bardzo słusznym według mnie argumentem podawanym na łamach prasy lokalnej był taki, że są osoby, które miały możność zapoznania się z treścią aktu erekcyjnego pod budowę pomnika.
Według nich dokument ten jest nasączony niemieckim nacjonalizmem, militaryzmem, postawą rewizjonizmu wobec ustaleń traktatu wersalskiego, a pamiętajmy, że budowa miała miejsce na długo przed dojściem Hitlera do władzy.
W tym miejscu dochodzimy do stanowiska społecznego. Nigdy żaden z moich rozmówców nie kwestionował zachowania tego pomnika i miejsca jako całości, z jednym wszakże zastrzeżeniem.
Wszyscy moi rozmówcy zgodnie twierdzą, że powinien to być typowo polski pomnik. W końcu wybitnych osobistości nam nie brakuje.
Szkoda, bo niebawem przypada 1050 rocznica chrztu Polski, który wprowadził nas do grona nowoczesnych państw ówczesnej Europy. 
Podobnie obecni mieszkańcy chcieliby mieć w tamtej okolicy i korty tenisowe i restaurację lub kawiarenkę i tor saneczkowy, jak było przed wojną.
Przez wszystkie lata po 1945 roku zabrakło niestety manifestacji polskości w tym miejscu.

Czy planowana budowa w tamtejszym rejonie apartamentów „na drzewach” spełni społeczne oczekiwania?



* Ekkehard I - pogromca m.in. Słowian, krewny Thietmara, który wręcz nienawidził Polaków.      Trudno o lepszy przykład niemieckiego nacjonalizmu i rewizjonizmu. Ciekawe spojrzenie na niemieckie uwielbienie legend i baśni przekładanych na antysłowianizm może czytelnikowi dać tekst pod tym linkiem http://dragontn.blog.pl/2013/09/29/upadek-radogoszczy/



Linki warte zobaczenia:
https://youtu.be/5cgKTkqhQjk  Przedwojenny film dotyczący pomnika. Przy okazji podziękowania dla osoby, która bezinteresownie udostępniła ten film.