Polecany post

Łobeski odcinek "Odry".

       D ziało się to w okupowanej Warszawie, zaraz po świętach wielkanocnych roku 1941. Mężczyzna przebywający w jednym z zakonspirowan...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia Łobza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia Łobza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 października 2019

Zamek obronny w Łobzie

Kiedy próbujemy drążyć temat budowli obronnej w Łobzie – zamek to dosyć szerokie pojęcie, zwłaszcza jeżeli idzie o okres wczesnośredniowieczny, napotykamy na cały szereg trudności z ustaleniem stanu, jaki istniał. Dotyczy to zarówno względów logicznych, jak i przekazów historycznych oraz zmian krajobrazowych – pod tym względem Łobez jest szczególnie trudny.
Zdjęcia, które przedstawię mogą mieć jedynie charakter poglądowy, nie dokumentacyjny. Dodatkową przeszkodą okazała się zieleń, na ogląd i uzupełnienie trzeba poczekać do późniejszej jesieni lub bezśnieżnej zimy.
Większe pole manewru da nam posłużenie się fotografiami z użyciem skanowania laserowego (Lidar).
Jak wspomniałem na wstępie istnieje szereg trudności w umiejscowieniu zamku obronnego, chociażby w książce Ernsta Zernickowa jest ich wzmiankowanych kilka takich miejsc.. My dzisiaj zajmiemy się tym wymienionym w „Dziejach ziemi łobeskiej”. Być może pozostałe spróbuję omówić w innych postach.

Na razie zajmijmy się zamkiem wymienionym powyżej. Cyt: „Gród bowiem zlokalizowany był na jednym, ze wzniesień w północnej części dzisiejszego miasta na prawym brzegu rzeki Regi i oznaczony drewniano-ziemnym wałem. Ruiny tego grodu stały jeszcze do 1840 roku”.

Gdzie to jest? Jest to teren, gdzie dzisiaj stoją garaże przy ulicy Bocznej, za Nadleśnictwem. Trzeba też wspomnieć że w opracowaniu „Walka i Praca – dziesięciolecie powiatu łobeskiego”, jest wzmianka o położeniu grodu obronnego w miejscu gdzie dzisiaj  stoi budynek nadleśnictwa – Przedwojenny budynek określany jako „Willa lekarza”.

(Zdj.Widok ogólny na garaże, z prawej widoczny budynek nadleśnictwa)

Widły rzek Regi i Łoźnicy, i okolice dzisiejszej elektrowni obok budynku Nadleśnictwa zawsze były atrakcyjnym miejscem eksploracyjnym, prawdopodobnie były miejscem szlaku handlowego od czasów prasłowiańskich, dość powiedzieć, że znajdowano tu już monety z czasów Rzymskich. Nic więc dziwnego, że doliczono się we wspomnianych widłach rzek aż trzech grodzisk.




(Zdj. Widły Regi i Łoźnicy oraz okolice elektrowni)

Wróćmy teraz do zamku położonego na terenie obecnych garaży.
Osobiście wielokrotnie zastanawiałem się nad słusznością tezy o istnieniu tam budowli o charakterze obronnym. Moje wątpliwości budził fakt, że teren jest położony dość nisko w stosunku do okolicy, podejrzewałem raczej miejsce leżące naprzeciwko garaży po drugiej stronie jezdni.


(Zdj. Tę okolicę na wzgórzu, typowałem na najbardziej prawdopodobną lokację zamku)

Koniec końców musiałem wziąć pod uwagę źródła historyczne, mówiące o zniwelowaniu wzniesienia, na którym ów obiekt stał.


(Zdj Tak bardzo nie jest to widoczne, ale być może,jest to zachowany niewielki fragment pierwotnego wzgórza.)

Warto  w tym miejscu wrzucić zdjęcia ze skanowania laserowego terenu. Z dużej wysokości daje pewien ogląd co do tego jak mogło pierwotnie wyglądać owo wzniesienie, dzisiaj poprzecinane drogami. – skorzystałem z dosyć dużej przezroczystości.


Wracając do samego zamku. Dzisiaj obchodząc tereny garaży trudno zlokalizować, gdzie on konkretnie stał i jak wyglądał dokładnie, z czego ów gród obronny się składał. Mógł być równie dobrze terenem ogrodzonym palisadą z wieżą obronną, będącą jednocześnie mieszkaniem kasztelana, jak i obiektem z większą ilością budynków. W tym miejscu warto wspomnieć źródła historyczne mówiące o stopniowym powstawaniu podgrodzia, wokół zamku.  Z pomocą znowu przychodzi nam system skanowania laserowego terenu. Mając na uwadze cały czas zmiany krajobrazowe dostrzeżemy na mapie coś co wygląda na rozległe tereny rozlewiskowe Regi, która przecież też nie wyglądała jak dzisiaj, można stwierdzić, że ówcześni słowiańscy obrońcy terenu i swoich interesów nie mieli się czego obawiać. Jeżeli zaś dodamy do tego obecność innych grodzisk na terenie łobeskim, stwierdzimy, że teren mieliśmy doskonale ufortyfikowany.


(Zdj. Teren rozlewiskowy po prawej stronie Regi, a lewej domniemanego grodziska - w zaznaczeniu)


(Zdj. Wygląd obecny z przeciwległego brzegu Regi)

Trudności poszukiwawcze na terenie Łobza i  bezpośrednich okolic.
Jeżeli chodzi o przeszkody w poszukiwaniach, to oczywiście jest nią rozwijająca się przez lata infrastruktura miejska. Okolice miasta obfitują z kolei w nieskończoną ilość wyrobisk pożwirowych mniejszych lub większych. Wystarczy w tym celu skonfrontować to z dawnymi mapami. Oczywiście cały czas mam na myśli poszukiwania za pomocą skanowania laserowego terenu.

Eksploracje i badania. Czy warto szukać?
Wykrywacz metalu? Cóż zważywszy, że obecnie jest to garażowisko, to komuś, kto zechce wybrać się z czymś takim na poszukiwania należałoby powiedzieć „Cześć i chwała bohaterom, którzy na taki czyn się odważą”- skupy złomu na pewno będą zadowolone.
Z drugiej strony, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że w trakcie budowy garaży znajdowano tam kamienne siekiery to szukać różnymi sposobami warto. Należy w tym miejscu podkreślić fakt, że teren już był od dawna zniwelowany, kiedy w latach 80 ub. wieku je znajdowano.

Kwestia bardziej profesjonalnych badań, w tym z obecnością archeologów i np. georadaru. Przykro jest to pisać, ale pieniądze, które pochłonął pomnik Rolanda,  a które miały dostarczyć dochodu z  turystyki, a nie dostarczają mogłyby być przeznaczone na badania naszych słowiańskich korzeni tutaj. Same badania georadarowe pochłonęłyby ułamek i to mały kwoty, przeznaczonej, na renowację wspomnianego wcześniej tworu. Jak wspomniałem na wstępie, postaram się tematykę grodzisk pociągnąć, zwłaszcza, że już wcześniej o jednym wspominałem.


Źródła:
"Z dziejów ziemi łobeskiej”  -Tadeusz Białecki – praca zbiorowa
„Historia miasta Labes – Łobez na Pomorzu Zachodnim:  - Ernst Zernickow
„Walka i praca. Dziesięciolecie powiatu łobeskiego” - Ludwik Cwynar

mapy.geoportal.gov.pl

poniedziałek, 9 lipca 2018

Wiatrak

"Pan Swarz przy górze wisielców - ulica Bautlerstrasse  posiada wiatrak". Tyle według Łabuzia (1)   Historia nie opisała wiatraka, choć nie do końca, o czym później, a szkoda.  Nie znalazłem też odpowiedzi, jak długo pan Swarz posiada wiatrak, czy przejął go po przodkach, czy postawił z własnej inicjatywy. Wg niektórych wersji wikipedii wiatrak ów w tym samym roku (1880) zmienił właściciela.
We wspomnianym roku przez Labes biegnie już linia kolejowa, która dała potężny zastrzyk rozwojowy temu miastu. Przyczyniła się jednak również do odpływu ludności w głąb Cesarstwa Niemieckiego za pracą, lepszymi zarobkami i tym samym wyższym poziomem życia, chociaż zapewne i wcześniej odpływ materiału ludzkiego musiał być niemały.
Jak opisuje te dzieje profesor Bogusław Drewniak (2)  Polacy wnieśli ogromny wkład, jeśli chodzi o budowniczych linii kolejowej, właśnie za sprawą odpływu rąk do pracy z tych terenów. Nie dotarłem do książek B. Drewniaka cytuję ze źródła wtórnego za  Z. Kosiorowskim "Pomorze. Reportaż z pola walki". I tak: "Odnosi się to szczególnie do linii relacji Złocieniec – Łobez. Nie tylko pracę fizyczną wnieśliśmy my Polacy. W tamtych czasach, gdy Polski nie było na mapach wnosiliśmy myśl i wręcz fizyczny powrót na piastowskie ziemie". 
Jak wspomniałem nie wiadomo bliżej kto i kiedy stawiał wiatrak pana Swarza, jednak pewne poszlaki wskazują na polską rękę.
Można śmiało przypuszczać, że rodzina ta inwestowała w wiatrak korzystając z dobrej koniunktury związanej z powstaniem szlaku kolejowego przez miasto i tym samym rozwoju handlu i możliwości sprzedaży przetworzonego już ziarna. Wiele jednak wskazuje na to, że mogli oni mieć pewne kłopoty ze znalezieniem wykonawcy wiatraka.
Porównując wiatraki w miejscowości Poradz lub w pobliżu miejscowości Zagozd, wiatrak Swarza różni się od nich diametralnie. Jaki z tego możemy wyciągnąć wniosek? 
Jest wielce prawdopodobne, że  z powodu wspomnianego wyżej odpływu siły roboczej i fachowców z terenu Pomorza, w tym i Łobza inwestor musiał sięgnąć po fachowców z Polski.
I tak na pocztówce z samego początku XX wieku na Górze wisielców widnieje piękny wiatrak typu polskiego zwany koźlakiem, choć być może jest to wielkopolski partlak(3). 

(Zdj. https://www.bazakolejowa.pl/index.php?dzial=stacja&id=4745&okno=galeria2&photoid=120567)

Posłowie.
Ciekawą wydaje się być sprawa likwidacji tego obiektu. Wiele z nich było rozbieranych i transportowanych do nowego właściciela lub lokalizacji. Po powstaniu młyna na Łoźnicy zapewne stracił rację bytu.

Źródła:

wtorek, 5 września 2017

Na św. Wawrzyńca

Mało kto dzisiaj wie, że ten święty Kościoła Katolickiego obchodzący swoje święto 5 września, jest również patronem poszukiwaczy. Być może za sprawą Graala, którego był opiekunem i uratował wysyłając w tajemnicy swoim rodzicom i ów święty Graal jak wiadomo jest bezskutecznie poszukiwany do dzisiaj.
W niniejszym poście przedstawię znaleziska pierwszych lat powojennych. To co znajdowały głównie dzieci w opuszczonych domach, co przynosiły i co pozostało do dzisiaj. Zostały mi wypożyczone celem udokumentowania fotograficznego. Za studio posłużyło pudełko. Historię niektórych spróbuję opisać pod zdjęciami. Znaleziska wróciły już do właścicieli więc bardziej szczegółowych zdjęć nie będzie. 
Przedstawione przedmioty zdają się przeczyć tezie jakoby Polacy szabrowali co się dało z  Ziem Odzyskanych. Większość z przedstawionych to wynik dziecięcego buszowania po pustych już domach. Czasem efekt tego co zastano w opuszczonym domu. 


  Zwykła lampka oliwna, pozbawiona mosiężnej osłonki i knota. Dziś służąca za flakonik.


  Zwykłe solniczki, choć wiekowe służą nadal.


  I kolejna solniczka.


  Prawdopodobnie kolejna solniczka  w kształcie liścia, choć jak widać uszkodzona.


  Niewielkich rozmiarów popielniczka.


  Dosyć ciekawy kolorystycznie wazon na kwiaty.


  I kolejna solniczka.


  Ten przedmiot był traktowany jako ozdóbka. Właściciele byli nieco zdziwieni, gdy wyjaśniłem co to jest. Jest to podstawka pod sztućce, kiedy potrzebujemy w trakcie posiłku odłożyć łyżkę, widelec bądź nóż. Niestety reszty kompletu nie ma.


  Ozdobna muszla, jak widać uszkodzona. Zapewne czyjaś pamiątka znad morza, zastawiona  w zawierusze wojennej.


  Jakaś szklana podstawka niewiadomego przeznaczenia. Pełniła funkcję popielniczki, chociaż mi osobiście bardziej pasuje albo do kolejnej solniczki albo jako podstawka pod jajko, choć pod tym ostatnim względem ma ciut za duże rozmiary.


  Ten przedmiot chyba nie wymaga wyjaśnień.



  Awers i rewers naściennego pojemnika na kwiaty. Nadaje się jednak najwyraźniej do kwiatów suszonych lub sztucznych.


  Jakiś flakonik. Być może po perfumach lub lekarstwach. Trudno dziś zgadnąć jego przeznaczenie.


  Zwykły barwny kieliszek. Nie wiadomo jednak, czy był wyposażeniem domowym, czy jakiejś restauracji.


  Znalezisko własne. Ceramiczne kapsle z butelek po piwie browarów łobeskich. Jedna zatyczka nie oznaczona, niewiadomego pochodzenia.


  Również znalezisko własne. Tak kiedyś były ochraniane przewody elektryczne wchodzące do domów. Choć podobnie chroniono przewody telefoniczne.


  Ten przedmiot stali czytelnicy znają. Opisywałem jako część powszechnie stosowanej łyżeczki w obozach jenieckich. I rzeczywiście, miejsce jej znalezienia pokrywa się z bliskością obozu.



  Ten widelec widoczny na obu powyższych zdjęciach jest o tyle ciekawy, że jest to element niezbędnika armii brytyjskiej. Nie wiadomo czy "zdobył" go jako trofeum jakiś żołnierz niemiecki i został w Łobzie dopiero odnaleziony, czy też Sowieci wspaniałomyślnie obdarzyli nim na odjezdne repatriantów z Syberii, zwłaszcza, że należy do rodziny byłych Sybiraków.


  Zwykły prosty rondel. Według relacji błyskawicznie się na nim zagotowuje cokolwiek.

Reasumując. Warto zaznaczyć,  co wynika z wielu rozmów, że rodziny przesiedlane tu z kresów częstokroć  wręcz brzydziły się nieuzasadnionym szabrownictwem. Ludzie ci po prostu brali akurat to co im było potrzebne i z czego zostali często ograbieni w trakcie podróży. Ograbieni z tego co mieli, pozbawieni dorobku całych pokoleń, wypędzeni, zmuszeni do opuszczenia swoich stron, sami nie chcieli przykładać ręki do grabieży. To bardzo piękna postawa kresowiaków, o której warto wspominać. 


Źródła:

niedziela, 4 czerwca 2017

Książka, jakiej nie było

Wreszcie trafiła do mnie książka autorstwa Kazimierza Rynkiewicza „To nie był ten sam człowiek”
z podtytułem: "POWRÓT ŻOŁNIERZY ARMII ANDERSA do rodzin sybirackich osiedlonych w powiecie łobeskim".


Od razu należy podkreślić, że jest to praca, której nikt w regionie dotąd nie odważył się wykonać.
Autor w swoim ponad 350 stronicowym opracowaniu przedstawia historię rodzin żołnierzy wspomnianej armii, ich drogę do wojska i losy powojenne, głównie dotyczy to osób wywiezionych na Syberię, ale nie tylko. Późniejszych mieszkańców powiatu łobeskiego, byłego jak i obecnego.
Oczywiście, jak twierdzi autor, nie do wszystkich udało mu się dotrzeć, nie wszystko opisać niemniej jednak jest to nowatorska praca opisująca historię mieszkańców powiatu, którą nieprędko uda się komuś powtórzyć, o ile ktoś w ogóle się na to zdobędzie.
Pozycja, którą na pewno warto mieć w swoich zbiorach.

(Zdj. Spotkanie w Łobeskim Domu Kultury 18.05.2017 "Łobzianie w Bitwie pod Monte Cassino)
Bardzo niemiłym zgrzytem natomiast w historii istnienia tej książki jest według mnie brak zainteresowania lokalnego rynku księgarskiego dystrybucją książki. Z dziwnych powodów wolą księgarze wystawiać na witrynach wspomnienia Niemców opisujących swój Heimat, niż publikację opisującą losy być może ich sąsiadów. Może jeszcze jacyś lokalni kioskarze lub sklepy papiernicze zdobędą się na odwagę i dystrybucję książki.
Myślę, że autor się nie obrazi, gdy przedstawię kontakt mailowy do niego zawarty zresztą w książce.
kazikrynkiewicz(at)gmail.com

środa, 26 kwietnia 2017

Inwestycje

ostatnio na łamach łobeskiej prasy lokalnej ukazała się informacja, iż na terenie Kostrzyńsko – Słubickiej Strefy Ekonomicznej, ani w bezpośrednim zasięgu oddziaływania, nie znajdują się obiekty zabytkowe. Dla osób nie znających topografii Łobza wyjaśnię, że jest to teren położony w sąsiedztwie miasta przy drodze prowadzącej z Łobza do Drawska Pomorskiego. Uznać, należy tezę przytoczoną w prasie za prawdziwą.

(Zdj. Jeszcze nieco księżycowy krajobraz prowadzonej inwestycji.)

 Niekoniecznie jednak musi ona oznaczać, że nic tam nie ma.
Jeszcze w latach 80 ubiegłego wieku prowadzono nieopodal opisywanego miejsca inwestycję związaną z położeniem gazociągu mającego dostarczać gaz ziemny do Łobza. Wtedy to doszła mnie informacja, o wykopaniu przez robotników pracujących przy wykopie jakiegoś miecza.
Oczywiście w toku przekazywania informacji z ust do ust ten miecz, choć sam zardzewiały, stał się wysadzany drogimi kamieniami szlachetnymi. O podejściu do takich informacji pisałem już w „Legendzie o domku za wsią” (zwłaszcza, że miecza, ani znalazcy nie widziałem na oczy).

(Zdj. To w wykopie prowadzącym do tego miejsca podobno odnaleziono miecz. W którym miejscu nie wiadomo.)

Chodzi wszakże o inny aspekt zjawiska. Przy okazji różnorakich inwestycji warto czasem przyjrzeć się temu co ukazują wykopy. Przypomnijmy choćby fakt przypadkowego odnalezienia w Łobzie monet rzymskich z okresu handlu z cesarstwem, z późniejszych okresów historycznych warto nadmienić Łobez, jako miasto pograniczne między Księstwem Pomorskim, a Nową Marchią, a takie tereny pogranicza, zawsze obfitują, w wiele ciekawostek. Miejsca prowadzenia inwestycji, rozbiórek, przebudowy powinny być w zasięgu zainteresowania Łobeskiej Fundacji Archeologicznej, a jeśli nie jej, to czy nie warto pomyśleć o daniu większej szansy pasjonatom – amatorom, zamiast wyjmować poszukiwaczy spod prawa. Zwłaszcza chodzi tu, o tych ludzi poważniejszych, dla których znalezisko, nie będzie sumą uzyskaną na portalu aukcyjnym, ale skłonni są do dzielenia się z resztą społeczeństwa.

(Zdj. Dojście do wspominanego miejsca od strony polnej drogi między ul. Podgórną a Boninem. Dawne "Stogi". Miejsce składowania lnu. Kiedyś tu stały nawet szlabany.)

niedziela, 5 marca 2017

Znaleziona książeczka

Znaleziona dość przypadkowo broszura „Baterie w niebezpieczeństwie”, bo taki tytuł nosi książeczka autorstwa Juliusza  Malczewskiego* z popularnej niegdyś serii przeznaczonej raczej dla młodzieży, wydana nakładem wydawnictwa MON Warszawa 1979r. Nr 19/79. Niech posłuży jako przyczynek do wspomnień z wydarzeń 6 marca 1945r.

(Zdj. Okładka)

Na stronach 53-63 jest wzmianka o walkach  prowadzonych wspomnianego dnia  przez 43 pułk Artylerii Lekkiej w Łobzie i jego bezpośredniej okolicy.
Powiedzmy sobie szczerze. Opis nie jest zbyt precyzyjny, brak choćby odniesień do zbiorów Centralnego Archiwum Wojskowego, jak to miało czasem miejsce w broszurach tej serii, niedokładności geograficzne (choćby wzmiankowany tor kolejowy do wsi Bonin), najmocniej uwypuklony został udział w walkach oficerów politycznych.

(Zdj. Pomnik upamiętniający tamte wydarzenia)

Po prostu zgodnie z oczekiwaniami propagandowymi tamtych czasów należało pisać, jakim to bohaterstwem wykazywali się oficerowie polityczni. Często byli to ludzie nazywani przez kombatantów POP (Pełniący Obowiązki Polaka). Najjaskrawszym tego przykładem jest oficer polityczny, porucznik Aleksander Segal poległy pod Łobzem w dniu 6 marca 1945 r i wzmiankowany w książeczce kilkukrotnie. Doczekał się też w Łobzie swojej ulicy, choć bardzo wątpliwe czy był nawet Polakiem. Jak zginął? Różne opowieści słyszałem na temat jego śmierci. Począwszy od tego że zabili go sowieccy żołnierze w … ramionach jakiejś Niemki gdyż pozostali zbyt długo musieli czekać, by „przekonywać ją do zalet komunizmu”. Jest to chyba jednak wymysł. Najbardziej powszechną jest ta wzmiankowana w omawianej książce jakoby Segal na czele żołnierzy przybiegł od strony szosy na pomoc zagrożonej baterii dział. Ja jednak usłyszałem inną wersję, chociaż zastrzegam, że pochodzi ona z kolejnych przekazów ustnych, brzmi jednak dość prawdopodobnie. Pierwotnie wiedzę tę przekazał jeden z byłych robotników przymusowych, który dołączył do wojska w charakterze przewodnika. Rzeczywiście Segal zginął w okolicach obecnego pomnika przy szosie, a raczej bliżej poprzedniego  pomnika – głazu upamiętniającego walki, rzeczywiście nadciągnął od strony szosy, ale wg relacji nadjechał samochodem (najprawdopodobniej Dodge WC), żołnierze siedzieli z tyłu on stał obok kierowcy trzymając się obramowania przedniej szyby. Kiedy skręcili seria karabinowa przeszła w poprzek szyby, Segal osunął się martwy na podłogę, żołnierze zeskoczyli z samochodu ruszając do ataku.
Cóż nie najlepiej świadczy to o jego wyszkoleniu wojskowym, gdy pcha się wyładowanym ludźmi samochodem w środek walki, narażając i życie ludzkie i pojazd, których rozpaczliwie brygadzie brakowało.
Nic nie ma natomiast w broszurce o innym poległym Mieczysławie Niewidziajło. Chyba nie był zbyt wygodny, gdyż pochodził z kresów. Był to syn słynnego Franciszka Niewidziajły, który dokonał w Kołobrzegu aktu zaślubin Polski z morzem. Historia tej rodziny jest tyle romantyczna, co tragiczna. Mieczysław, chciał koniecznie walczyć u boku ojca, jego starania przerwała śmierć pod Łobzem. Jego krewni i znajomi wspominają, że był człowiekiem szaleńczo odważnym i to być może go zgubiło.
Cóż dwie przykładowe postaci, zapewne różne losy i drogi prowadzące w szeregi armii polskiej, choć z dowództwem sowieckim. Pamięć poległym się bezwzględnie należy, gdyż uważam, że w końcu oni też oddali życie za przywrócenie tych ziem Słowiańszczyźnie.
Jednak jeden z nich, choć doczekał ulicy w mieście (czy zasłużenie to inna sprawa), to nie ma o nim żadnej wzmianki choćby w internecie, także na stronach rosyjskojęzycznych, nie wiadomo nawet nic bliżej o jego grobie. Drugi w powszechnej świadomości nie był wspominany przez lata, ale w annałach internetu znajdziemy o nim pełne ciepła wspomnienia rodziny.

(Zdj. Tablica upamiętniająca, niektórych poległych. Zwracają uwagę rozbieżności w nazwiskach**)

Na koniec mała ciekawostka. Link do zdjęcia ze strony herder-institut.de opatrzone niestety znakiem wodnym, nie wiem jak długo będzie dostępne, choć można sobie zakupić odbitkę. Wykonane z niemieckiego samolotu zwiadowczego nad Łobzem w dniu 5 marca 1945. Świadczy to o tym, że walki, które wybuchły następnego dnia, nie były zupełnie przypadkowe.


*Nie należy mylić tego autora z Juliuszem Tadeuszem Tarnawą-Malczewskim.
** I tak nazwisko por Curusia - zastępcy oficera politycznego brygady pisane jest niekiedy jako Córuś, na imię miał najprawdopodobniej Jerzy. W przypadku ppor Niewidziajły sprawa błędnej pisowni nazwiska jest oczywista.

Źródła:

poniedziałek, 27 lutego 2017

Czy ktoś je jeszcze pamięta?

Jeszcze w latach 70 i do połowy 80 XX wieku wyglądały dosyć sensownie. Potem zaczęły podupadać. Mowa o leśnych przeszkodach użytkowanych przez Ludowy Klub Jeździecki „Hubal”, istniejący niegdyś przy Państwowym Stadzie Ogierów Łobez. Występowały niegdyś bardzo licznie w lesie między Świętoborcem a Boninem. Dziś zakrzaczone, zapomniane, przypominają napotykającemu o latach świetności i zakładu zajmującego się hodowlą koni i klubu, który wydał tylu mistrzów Polski i świata.
Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć. Podaję na końcu kilka linków, w tym do stron fotopolski, gdzie zamieszczono ciekawą pocztówkę przedstawiającą właśnie jazdę konną po wzgórzach w okolicy Świętoborca.



(Zdj. Tę przeszkodę konną bez trudu znajdziemy z uwagi na obecność słupka oddziałowego.)


(Zdj. Te belki powyżej najprawdopodobniej miały ułatwić sympatycznym czworonogom wspięcie się na strome skarpy, które przecina na dodatek droga.)

Źródła:

niedziela, 5 czerwca 2016

Ryty

Różne są źródła tego zjawiska od niemieckiego systemu oznaczeń na drzewach począwszy, przez leśników, turystów, imprezowiczów, osoby z różnych względów przebywające w terenie, a na młodzieżowej subkulturze skończywszy.
Różne też towarzyszą temu zjawisku emocje. Od rozbawienia, przez oburzenie, po zaciekawienie tematyką eksploracyjną.
Ciekawe spojrzenie na to zjawisko czytelnik znajdzie w linkach na końcu tekstu.
Postanowiłem nie ujawniać miejsca, żeby nie rozbudzać niezdrowych zapędów eksploracyjnych. Zresztą co bystrzejsi i tak się zorientują co do miejsca.
Dodam jeszcze, że jest to teren, gdzie przechodziły zarówno wojska niemieckie, rosyjskie, polskie.
Kto wyrył te znaki częściowo się okaże w trakcie dalszej lektury, choć pewne pytania pozostaną.
Tematyka dotyczy rytów na drzewach. Odrzuciłem, te, które trudno zauważyć nawet gołym okiem(1) i te powtarzające się. Wybrałem kilka najciekawszych moim zdaniem.


Chyba najciekawszy ze znaków. Litera "X" z wydłużonym lewym dolnym ramieniem, zakrzywiona strzałka, jakby wskazująca na coś w kształcie litery "V" lub "Y" z krótkim ogonkiem (lub rosyjskie "y" – fonetycznie "u"). Ciężko też określać wiek wykonania tego znaku, by dywagować kto go zrobił, a tym bardziej po co.


Tych znaków w kształcie litery "X" jest cała masa. Na dodatek skierowanych na drzewach w różne strony. Z tego względu zagadnienie, czego one mogły dotyczyć staje się bardzo zagmatwane.


Coś jakby inicjały, tyle tylko, że pierwszy znak do złudzenia przypomina rosyjskie "n" ( fonetycznie "pe"). Czyżby pozostałość po obecności "bratniej armii"?


Znak literowo – cyfrowy. U góry litery "KA", pod nimi "UKA", na samym dole zaś coś przypominające cyfry, które jednak są trudne do odczytania.


No i mamy materiał porównawczy. Zacznijmy od dołu cyfra "70", która najczęściej oznacza datę wykonania. Na samej górze wyryty znak "X". W środku mocno zastanawiający napis "GAJO – CHAN".
Czyżby było to zniekształcone nazwisko Gaj – Chana? Dowódcy bolszewickiego Korpusu kawalerii z wojny 1920 roku, który wsławił się zbrodniami wojennymi popełnionymi na jeńcach polskich. Poza jakimś nieświadomym niczego dzieciakiem, zafascynowanym „Dniami Filmu Radzieckiego” lub jedynie „słusznymi” książkami nie widzę innego wytłumaczenia dla tego napisu.


Następny materiał porównawczy. W języku polskim od góry do dołu napis „TORBACZ”. Choć napis sam niewiele mówi, to pozwala metodą porównawczą określić wiek pozostałych znaków.
Tu jednak jest pole do popisu dla specjalistów, choćby z dziedziny leśnictwa.

Jest raczej pewne, że owe znaki należy lokować w różnych przedziałach czasowych. Banalne zdawałoby się zjawisko, na które na ogół nie zwracamy uwagi może natomiast okazać się tematem rzeką dotyczącym zarówno kultury materialnej,jak i historycznej.
Człowiek zapomniał, drzewa nadal pamiętają.

(ad.1) Niektóre z tych trudnych do zauważenia wskazywałyby na datę z lat 30 ubiegłego wieku.

Linki:
https://biografiaarcheologii.wordpress.com/2014/10/18/archeologia-i-ii-wojna-swiatowa-drzewa-z-rytami-jako-kultura-materialna/

http://archeowiesci.pl/2014/10/16/znaki-na-drzewach-ujawniaja-zagadki-przeszlosci/

niedziela, 10 kwietnia 2016

Spacer po Wzgórzu Rolanda (Zygfryda, Gotfryda).

 Miejsce na zwiedzanie, którego zapraszam zostało już dość dokładnie opisane, zatem ciekawych odsyłam do linków, na końcu tekstu, jak również samodzielnego poszukiwania informacji. Z tych samych względów, nie będzie tu zdjęć historycznych – one także są łatwe do znalezienia. Na koniec ograniczę się tylko do małego podsumowania.
Zapraszam zatem na mini wycieczkę

(Zdj. Widok z podnóża)

(Zdj. Widok na najlepiej chyba zachowane schody środkowe)

   
(Zdj. Kamienne ograniczenie tarasów z lewej i prawej strony)

(Zdj.Pierwszy poziom "tematyczny" . Widok na "dolmen", w którym rzekomo miało znajdować się dziedzictwo przodków czyli starożytne militaria)

                                   
(Zdj. Z lewej lub z prawej strony dochodzimy do drugiego poziomu)

 
(Zdj. Megalityczny grobowiec,grota, brama lub ława, po latach ciężko określić co to. Ten obiekt jest pokryty znakami runicznymi)

(Zdj. Głaz z symbolicznie wyrytym wilkiem po prawej stronie drugiego poziomu poświęconego wspólnocie rodowej, niestety zamazany przez wandali)

(Zdj. Wejście na taras trzeci poświęcony baśniom i legendom)

                                
 (Zdj. Ogólny widok na obydwie strony tarasu trzeciego)

(Zdj. Zaczynamy zwiedzanie od strony lewej)



(Zdj. Nie da się określić czy był tu jakiś napis)

(Zdj. Kierujemy się ku środkowym schodom)


(Zdj. To już strona prawa poziomu trzeciego)




(Zdj. Wracamy w kierunku schodów prowadzących na najwyższy poziom)

(Zdj. Oto one, z lewej kamień z dedykacją Hindenburga, który jako prezydent Niemiec uświetniał uroczystość odsłonięcia pomnika)

(Zdj. Dedykacja, którą przetłumaczyłem następująco: "Hindenburg bohaterom, Ekkehardowi I* i tym 208. 208 mieszkańców ówczesnego powiatu poległo w czasie I Wojny Światowej)

(Zdj. Wchodząc zobaczymy resztki kolumn, gdzie były wmurowane i urny z ziemią pól bitewnych "Wielkiej Wojny" jak i tablice z nazwiskami poległych - trzy z nich brzmiące po polsku)

(Zdj. Ta kolumna jest najlepiej zachowana)

(Zdj. Z tyłu za kolumnami kamień, na którym napisu nie udało mi się odszyfrować)

(Zdj. Rozciągnięte po wzgórzu resztki pomnika)


(Zdj. Tarcze zachowały się wszystkie cztery, choć leżą rozciągnięte na ziemi)

Moja osobista refleksja.
Obecnie miejsce to jest dosyć dokładnie oczyszczone z krzaków i dość dobrze widoczne, szczególnie wczesną wiosną. Znaczna część kamiennych konstrukcji nie przetrwała ostatnich kilkunastu lat. Uważam, że zostało to spowodowane odgórnym cichym przyzwoleniem na dewastowanie tego miejsca.
Analizując dyskusje odbywające się przed laty na łamach prasy lokalnej zauważymy dwie przeciwne sobie postawy. Jedna mówiąca o zachowaniu w obecnym kształcie, lub wręcz odbudowie, druga zaś o zostawieniu co najwyżej jak jest i niech czas robi swoje.
Ta druga postawa była podawana jako „oficjalna”, choć bardziej pasuje do niej określenie półoficjalna, tłumaczona jako „brak zgody społecznej na odbudowę”.
Należy tu jasno podkreślić, że społeczeństwa nikt o nic w tej kwestii nie pytał, za chwilę do tego powrócimy, na razie pozostańmy przy przeciwnikach odbudowy.
Bardzo słusznym według mnie argumentem podawanym na łamach prasy lokalnej był taki, że są osoby, które miały możność zapoznania się z treścią aktu erekcyjnego pod budowę pomnika.
Według nich dokument ten jest nasączony niemieckim nacjonalizmem, militaryzmem, postawą rewizjonizmu wobec ustaleń traktatu wersalskiego, a pamiętajmy, że budowa miała miejsce na długo przed dojściem Hitlera do władzy.
W tym miejscu dochodzimy do stanowiska społecznego. Nigdy żaden z moich rozmówców nie kwestionował zachowania tego pomnika i miejsca jako całości, z jednym wszakże zastrzeżeniem.
Wszyscy moi rozmówcy zgodnie twierdzą, że powinien to być typowo polski pomnik. W końcu wybitnych osobistości nam nie brakuje.
Szkoda, bo niebawem przypada 1050 rocznica chrztu Polski, który wprowadził nas do grona nowoczesnych państw ówczesnej Europy. 
Podobnie obecni mieszkańcy chcieliby mieć w tamtej okolicy i korty tenisowe i restaurację lub kawiarenkę i tor saneczkowy, jak było przed wojną.
Przez wszystkie lata po 1945 roku zabrakło niestety manifestacji polskości w tym miejscu.

Czy planowana budowa w tamtejszym rejonie apartamentów „na drzewach” spełni społeczne oczekiwania?



* Ekkehard I - pogromca m.in. Słowian, krewny Thietmara, który wręcz nienawidził Polaków.      Trudno o lepszy przykład niemieckiego nacjonalizmu i rewizjonizmu. Ciekawe spojrzenie na niemieckie uwielbienie legend i baśni przekładanych na antysłowianizm może czytelnikowi dać tekst pod tym linkiem http://dragontn.blog.pl/2013/09/29/upadek-radogoszczy/



Linki warte zobaczenia:
https://youtu.be/5cgKTkqhQjk  Przedwojenny film dotyczący pomnika. Przy okazji podziękowania dla osoby, która bezinteresownie udostępniła ten film.