Polecany post

Łobeski odcinek "Odry".

       D ziało się to w okupowanej Warszawie, zaraz po świętach wielkanocnych roku 1941. Mężczyzna przebywający w jednym z zakonspirowan...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eksploracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eksploracje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2020

Niewybuchy

Gdy już opadły emocje związane ze znalezieniem 4 lutego 2020 roku niewybuchów i jak się potem okazało także ludzkich szczątków na terenie łobeskiego Liceum Ogólnokształcącego pora bym również podzielił się kilkoma spostrzeżeniami. Więcej można znaleźć tutaj i tutaj.
Na wstępie dodam tylko, że odnalezienie ludzkich szczątków, które wywołało wśród niektórych ludzi zwłaszcza z młodszego pokolenia tyle emocji, nie jest takim pierwszym znaleziskiem przy okazji prowadzonych prac ziemnych. Po prostu ludzi w czasie działań wojennych często chowano tam gdzie zginął.
Wróćmy jednak do niewybuchów. Charakter znaleziska nieco przeczy często pokutującej tezie, jakoby Łobez był broniony jedynie przez jakieś tam oddziały lokalnego Hitlerjugend. Dość przytoczyć tu sprawę Tadeusza Malinowskiego (link), który zginął z rąk niewielkiego oddziału SS.
Zgodnie z niemiecką metodą prowadzenia działań opóźniających, bo raczej o takich możemy mówić to w okolicy powinno się znajdować przynajmniej jeszcze jedno takie stanowisko (armaty przeciwlotnicze były używane do niszczenia czołgów), jedno jeżeli nie dwa. Nie będę podawał tu hipotetycznych miejsc ich ulokowania by nie ruszyli samorodni poszukiwacze. Zresztą pasjonaci i tak wiedzą, jak Niemcy te działa rozstawiali.

(Zdj. Miejsce znalezienia niewybuchów)

Co do moich dziecinnych znalezisk z okresu drugowojennego w tamtym rejonie. Były to mocno skorodowany pocisk z pistoletu 9 mm typu Parabellum – wywalony przeze mnie. Potem wraz z innymi dzieciakami znaleźliśmy na dachu garaży nauczycielskich przy L.O. skorodowaną lufę wraz z częścią zamkową karabinu, bez detali. Na tyle dobrze pamiętam to znalezisko, że z całą pewnością mogę stwierdzić, że pochodziła od Mausera. Zapewne wyrzucił ją tam jakiś działkowiec.
Odnośnie walk z bardziej zorganizowanymi oddziałami, to muszę wspomnieć też o znalezisku w parku miejskim przy ścieżce wiodącej w kierunku jeziora „Miejskiego”. Również w dzieciństwie znalazłem tam w krzakach coś co uznałem za resztki tłumika samochodowego, a co dziś mogę z czystym sumieniem uznać, za fragment pocisku od „Katiuszy”. Tej broni do walki z Hitlerjugend wojska radzieckie raczej by nie używały.

(Zdj. W okolicach tych resztek poniemieckiej ławeczki znalazłem coś co dzisiaj identyfikuję jako resztki pocisku od "Katiuszy")

Podsumowując. Łobez (Labes) nie był broniony przez jakieś silne oddziały, ale regularne niewielkie grupy bądź to zebranych niedobitków z innych jednostek, bądź niewielkie siły regularnej armii, które wsparte oddziałami Hitlerjugend postanowiły opóźnić marsz sowieckich czołgów i stąd  takie znalezisko na terenie łobeskiego L.O.


Źródła:
  • http://www.lobez.pl/aktualnosci/e14a79c05e1543e2c9554b6cdc49c013.html
  • http://lobez24.pl/article/1888/arsenal-niewybuchow-na-terenie-szkoly-w-lobzie--zdjecia+video-/
  • http://www.wppp.pl/artykul.php?nr=1&id=1205800427&gaz=ws

czwartek, 24 października 2019

Zamek obronny w Łobzie

Kiedy próbujemy drążyć temat budowli obronnej w Łobzie – zamek to dosyć szerokie pojęcie, zwłaszcza jeżeli idzie o okres wczesnośredniowieczny, napotykamy na cały szereg trudności z ustaleniem stanu, jaki istniał. Dotyczy to zarówno względów logicznych, jak i przekazów historycznych oraz zmian krajobrazowych – pod tym względem Łobez jest szczególnie trudny.
Zdjęcia, które przedstawię mogą mieć jedynie charakter poglądowy, nie dokumentacyjny. Dodatkową przeszkodą okazała się zieleń, na ogląd i uzupełnienie trzeba poczekać do późniejszej jesieni lub bezśnieżnej zimy.
Większe pole manewru da nam posłużenie się fotografiami z użyciem skanowania laserowego (Lidar).
Jak wspomniałem na wstępie istnieje szereg trudności w umiejscowieniu zamku obronnego, chociażby w książce Ernsta Zernickowa jest ich wzmiankowanych kilka takich miejsc.. My dzisiaj zajmiemy się tym wymienionym w „Dziejach ziemi łobeskiej”. Być może pozostałe spróbuję omówić w innych postach.

Na razie zajmijmy się zamkiem wymienionym powyżej. Cyt: „Gród bowiem zlokalizowany był na jednym, ze wzniesień w północnej części dzisiejszego miasta na prawym brzegu rzeki Regi i oznaczony drewniano-ziemnym wałem. Ruiny tego grodu stały jeszcze do 1840 roku”.

Gdzie to jest? Jest to teren, gdzie dzisiaj stoją garaże przy ulicy Bocznej, za Nadleśnictwem. Trzeba też wspomnieć że w opracowaniu „Walka i Praca – dziesięciolecie powiatu łobeskiego”, jest wzmianka o położeniu grodu obronnego w miejscu gdzie dzisiaj  stoi budynek nadleśnictwa – Przedwojenny budynek określany jako „Willa lekarza”.

(Zdj.Widok ogólny na garaże, z prawej widoczny budynek nadleśnictwa)

Widły rzek Regi i Łoźnicy, i okolice dzisiejszej elektrowni obok budynku Nadleśnictwa zawsze były atrakcyjnym miejscem eksploracyjnym, prawdopodobnie były miejscem szlaku handlowego od czasów prasłowiańskich, dość powiedzieć, że znajdowano tu już monety z czasów Rzymskich. Nic więc dziwnego, że doliczono się we wspomnianych widłach rzek aż trzech grodzisk.




(Zdj. Widły Regi i Łoźnicy oraz okolice elektrowni)

Wróćmy teraz do zamku położonego na terenie obecnych garaży.
Osobiście wielokrotnie zastanawiałem się nad słusznością tezy o istnieniu tam budowli o charakterze obronnym. Moje wątpliwości budził fakt, że teren jest położony dość nisko w stosunku do okolicy, podejrzewałem raczej miejsce leżące naprzeciwko garaży po drugiej stronie jezdni.


(Zdj. Tę okolicę na wzgórzu, typowałem na najbardziej prawdopodobną lokację zamku)

Koniec końców musiałem wziąć pod uwagę źródła historyczne, mówiące o zniwelowaniu wzniesienia, na którym ów obiekt stał.


(Zdj Tak bardzo nie jest to widoczne, ale być może,jest to zachowany niewielki fragment pierwotnego wzgórza.)

Warto  w tym miejscu wrzucić zdjęcia ze skanowania laserowego terenu. Z dużej wysokości daje pewien ogląd co do tego jak mogło pierwotnie wyglądać owo wzniesienie, dzisiaj poprzecinane drogami. – skorzystałem z dosyć dużej przezroczystości.


Wracając do samego zamku. Dzisiaj obchodząc tereny garaży trudno zlokalizować, gdzie on konkretnie stał i jak wyglądał dokładnie, z czego ów gród obronny się składał. Mógł być równie dobrze terenem ogrodzonym palisadą z wieżą obronną, będącą jednocześnie mieszkaniem kasztelana, jak i obiektem z większą ilością budynków. W tym miejscu warto wspomnieć źródła historyczne mówiące o stopniowym powstawaniu podgrodzia, wokół zamku.  Z pomocą znowu przychodzi nam system skanowania laserowego terenu. Mając na uwadze cały czas zmiany krajobrazowe dostrzeżemy na mapie coś co wygląda na rozległe tereny rozlewiskowe Regi, która przecież też nie wyglądała jak dzisiaj, można stwierdzić, że ówcześni słowiańscy obrońcy terenu i swoich interesów nie mieli się czego obawiać. Jeżeli zaś dodamy do tego obecność innych grodzisk na terenie łobeskim, stwierdzimy, że teren mieliśmy doskonale ufortyfikowany.


(Zdj. Teren rozlewiskowy po prawej stronie Regi, a lewej domniemanego grodziska - w zaznaczeniu)


(Zdj. Wygląd obecny z przeciwległego brzegu Regi)

Trudności poszukiwawcze na terenie Łobza i  bezpośrednich okolic.
Jeżeli chodzi o przeszkody w poszukiwaniach, to oczywiście jest nią rozwijająca się przez lata infrastruktura miejska. Okolice miasta obfitują z kolei w nieskończoną ilość wyrobisk pożwirowych mniejszych lub większych. Wystarczy w tym celu skonfrontować to z dawnymi mapami. Oczywiście cały czas mam na myśli poszukiwania za pomocą skanowania laserowego terenu.

Eksploracje i badania. Czy warto szukać?
Wykrywacz metalu? Cóż zważywszy, że obecnie jest to garażowisko, to komuś, kto zechce wybrać się z czymś takim na poszukiwania należałoby powiedzieć „Cześć i chwała bohaterom, którzy na taki czyn się odważą”- skupy złomu na pewno będą zadowolone.
Z drugiej strony, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że w trakcie budowy garaży znajdowano tam kamienne siekiery to szukać różnymi sposobami warto. Należy w tym miejscu podkreślić fakt, że teren już był od dawna zniwelowany, kiedy w latach 80 ub. wieku je znajdowano.

Kwestia bardziej profesjonalnych badań, w tym z obecnością archeologów i np. georadaru. Przykro jest to pisać, ale pieniądze, które pochłonął pomnik Rolanda,  a które miały dostarczyć dochodu z  turystyki, a nie dostarczają mogłyby być przeznaczone na badania naszych słowiańskich korzeni tutaj. Same badania georadarowe pochłonęłyby ułamek i to mały kwoty, przeznaczonej, na renowację wspomnianego wcześniej tworu. Jak wspomniałem na wstępie, postaram się tematykę grodzisk pociągnąć, zwłaszcza, że już wcześniej o jednym wspominałem.


Źródła:
"Z dziejów ziemi łobeskiej”  -Tadeusz Białecki – praca zbiorowa
„Historia miasta Labes – Łobez na Pomorzu Zachodnim:  - Ernst Zernickow
„Walka i praca. Dziesięciolecie powiatu łobeskiego” - Ludwik Cwynar

mapy.geoportal.gov.pl

wtorek, 5 września 2017

Na św. Wawrzyńca

Mało kto dzisiaj wie, że ten święty Kościoła Katolickiego obchodzący swoje święto 5 września, jest również patronem poszukiwaczy. Być może za sprawą Graala, którego był opiekunem i uratował wysyłając w tajemnicy swoim rodzicom i ów święty Graal jak wiadomo jest bezskutecznie poszukiwany do dzisiaj.
W niniejszym poście przedstawię znaleziska pierwszych lat powojennych. To co znajdowały głównie dzieci w opuszczonych domach, co przynosiły i co pozostało do dzisiaj. Zostały mi wypożyczone celem udokumentowania fotograficznego. Za studio posłużyło pudełko. Historię niektórych spróbuję opisać pod zdjęciami. Znaleziska wróciły już do właścicieli więc bardziej szczegółowych zdjęć nie będzie. 
Przedstawione przedmioty zdają się przeczyć tezie jakoby Polacy szabrowali co się dało z  Ziem Odzyskanych. Większość z przedstawionych to wynik dziecięcego buszowania po pustych już domach. Czasem efekt tego co zastano w opuszczonym domu. 


  Zwykła lampka oliwna, pozbawiona mosiężnej osłonki i knota. Dziś służąca za flakonik.


  Zwykłe solniczki, choć wiekowe służą nadal.


  I kolejna solniczka.


  Prawdopodobnie kolejna solniczka  w kształcie liścia, choć jak widać uszkodzona.


  Niewielkich rozmiarów popielniczka.


  Dosyć ciekawy kolorystycznie wazon na kwiaty.


  I kolejna solniczka.


  Ten przedmiot był traktowany jako ozdóbka. Właściciele byli nieco zdziwieni, gdy wyjaśniłem co to jest. Jest to podstawka pod sztućce, kiedy potrzebujemy w trakcie posiłku odłożyć łyżkę, widelec bądź nóż. Niestety reszty kompletu nie ma.


  Ozdobna muszla, jak widać uszkodzona. Zapewne czyjaś pamiątka znad morza, zastawiona  w zawierusze wojennej.


  Jakaś szklana podstawka niewiadomego przeznaczenia. Pełniła funkcję popielniczki, chociaż mi osobiście bardziej pasuje albo do kolejnej solniczki albo jako podstawka pod jajko, choć pod tym ostatnim względem ma ciut za duże rozmiary.


  Ten przedmiot chyba nie wymaga wyjaśnień.



  Awers i rewers naściennego pojemnika na kwiaty. Nadaje się jednak najwyraźniej do kwiatów suszonych lub sztucznych.


  Jakiś flakonik. Być może po perfumach lub lekarstwach. Trudno dziś zgadnąć jego przeznaczenie.


  Zwykły barwny kieliszek. Nie wiadomo jednak, czy był wyposażeniem domowym, czy jakiejś restauracji.


  Znalezisko własne. Ceramiczne kapsle z butelek po piwie browarów łobeskich. Jedna zatyczka nie oznaczona, niewiadomego pochodzenia.


  Również znalezisko własne. Tak kiedyś były ochraniane przewody elektryczne wchodzące do domów. Choć podobnie chroniono przewody telefoniczne.


  Ten przedmiot stali czytelnicy znają. Opisywałem jako część powszechnie stosowanej łyżeczki w obozach jenieckich. I rzeczywiście, miejsce jej znalezienia pokrywa się z bliskością obozu.



  Ten widelec widoczny na obu powyższych zdjęciach jest o tyle ciekawy, że jest to element niezbędnika armii brytyjskiej. Nie wiadomo czy "zdobył" go jako trofeum jakiś żołnierz niemiecki i został w Łobzie dopiero odnaleziony, czy też Sowieci wspaniałomyślnie obdarzyli nim na odjezdne repatriantów z Syberii, zwłaszcza, że należy do rodziny byłych Sybiraków.


  Zwykły prosty rondel. Według relacji błyskawicznie się na nim zagotowuje cokolwiek.

Reasumując. Warto zaznaczyć,  co wynika z wielu rozmów, że rodziny przesiedlane tu z kresów częstokroć  wręcz brzydziły się nieuzasadnionym szabrownictwem. Ludzie ci po prostu brali akurat to co im było potrzebne i z czego zostali często ograbieni w trakcie podróży. Ograbieni z tego co mieli, pozbawieni dorobku całych pokoleń, wypędzeni, zmuszeni do opuszczenia swoich stron, sami nie chcieli przykładać ręki do grabieży. To bardzo piękna postawa kresowiaków, o której warto wspominać. 


Źródła:

niedziela, 5 czerwca 2016

Ryty

Różne są źródła tego zjawiska od niemieckiego systemu oznaczeń na drzewach począwszy, przez leśników, turystów, imprezowiczów, osoby z różnych względów przebywające w terenie, a na młodzieżowej subkulturze skończywszy.
Różne też towarzyszą temu zjawisku emocje. Od rozbawienia, przez oburzenie, po zaciekawienie tematyką eksploracyjną.
Ciekawe spojrzenie na to zjawisko czytelnik znajdzie w linkach na końcu tekstu.
Postanowiłem nie ujawniać miejsca, żeby nie rozbudzać niezdrowych zapędów eksploracyjnych. Zresztą co bystrzejsi i tak się zorientują co do miejsca.
Dodam jeszcze, że jest to teren, gdzie przechodziły zarówno wojska niemieckie, rosyjskie, polskie.
Kto wyrył te znaki częściowo się okaże w trakcie dalszej lektury, choć pewne pytania pozostaną.
Tematyka dotyczy rytów na drzewach. Odrzuciłem, te, które trudno zauważyć nawet gołym okiem(1) i te powtarzające się. Wybrałem kilka najciekawszych moim zdaniem.


Chyba najciekawszy ze znaków. Litera "X" z wydłużonym lewym dolnym ramieniem, zakrzywiona strzałka, jakby wskazująca na coś w kształcie litery "V" lub "Y" z krótkim ogonkiem (lub rosyjskie "y" – fonetycznie "u"). Ciężko też określać wiek wykonania tego znaku, by dywagować kto go zrobił, a tym bardziej po co.


Tych znaków w kształcie litery "X" jest cała masa. Na dodatek skierowanych na drzewach w różne strony. Z tego względu zagadnienie, czego one mogły dotyczyć staje się bardzo zagmatwane.


Coś jakby inicjały, tyle tylko, że pierwszy znak do złudzenia przypomina rosyjskie "n" ( fonetycznie "pe"). Czyżby pozostałość po obecności "bratniej armii"?


Znak literowo – cyfrowy. U góry litery "KA", pod nimi "UKA", na samym dole zaś coś przypominające cyfry, które jednak są trudne do odczytania.


No i mamy materiał porównawczy. Zacznijmy od dołu cyfra "70", która najczęściej oznacza datę wykonania. Na samej górze wyryty znak "X". W środku mocno zastanawiający napis "GAJO – CHAN".
Czyżby było to zniekształcone nazwisko Gaj – Chana? Dowódcy bolszewickiego Korpusu kawalerii z wojny 1920 roku, który wsławił się zbrodniami wojennymi popełnionymi na jeńcach polskich. Poza jakimś nieświadomym niczego dzieciakiem, zafascynowanym „Dniami Filmu Radzieckiego” lub jedynie „słusznymi” książkami nie widzę innego wytłumaczenia dla tego napisu.


Następny materiał porównawczy. W języku polskim od góry do dołu napis „TORBACZ”. Choć napis sam niewiele mówi, to pozwala metodą porównawczą określić wiek pozostałych znaków.
Tu jednak jest pole do popisu dla specjalistów, choćby z dziedziny leśnictwa.

Jest raczej pewne, że owe znaki należy lokować w różnych przedziałach czasowych. Banalne zdawałoby się zjawisko, na które na ogół nie zwracamy uwagi może natomiast okazać się tematem rzeką dotyczącym zarówno kultury materialnej,jak i historycznej.
Człowiek zapomniał, drzewa nadal pamiętają.

(ad.1) Niektóre z tych trudnych do zauważenia wskazywałyby na datę z lat 30 ubiegłego wieku.

Linki:
https://biografiaarcheologii.wordpress.com/2014/10/18/archeologia-i-ii-wojna-swiatowa-drzewa-z-rytami-jako-kultura-materialna/

http://archeowiesci.pl/2014/10/16/znaki-na-drzewach-ujawniaja-zagadki-przeszlosci/

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Noworoczne remanenty.

Początek roku to czas remanentów i podsumowań okresów ubiegłych, więc zaczynamy. 
Proponuję zacząć od wiedzy, która została uzupełniona, bądź też wcześniej przeoczona przeze mnie w trakcie pisania.

   I tak zaczynając chronologicznie należy cofnąć się do tematu Kupferhammer poruszonym w niniejszym blogu link 
We wspomnianej kolonii raczej nie były produkowane młotki miedziane - przynajmniej na taką informację się nie natknąłem. Istnieją jednak informacje o znajdowanych tam różnych przedmiotach zarówno użytkowych, jak i ozdobnych. Czytelnik może o tym przeczytać w archiwalnym wydaniu Tygodnika Łobeskiego nr 02 z 15.01.2013 r. Właścicielem jednej z kuźni położonej na tzw. "Czarcim młynie" był Louis Puchstein ( Łabuź 31/1999 grudzień "SPACER PO ŁOBEZIE W ROKU 1880 podjęty przez Dietera Frobel" cz. II).

    Trzymając się chronologii poruszam następny temat "Tajemnice Łobza"  
W kwestii "obozu" za ulicą Wojska Polskiego najrozsądniej będzie chyba przyjąć tezę, że miejsce to pełniło bardzo różne funkcje, od obozu jenieckiego poprzez miejsce pobytu robotników przymusowych, volksdeutschy nie darzonych zaufaniem Niemców, jak i niemieckiego wojska w tym marynarzy.
 Pobyt tych ostatnich łączyłem z torpedownią na jeziorze Stara Dobrzyca. Czy był to ośrodek testujący nowe rodzaje torped tego dokładnie nie wiadomo. Na pewno tak. Należy tu wspomnieć bowiem, że w pobliskim Resku mieściła się szkoła dla torpedystów - Torpedoschulle II Regenwalde, na Starej Dobrzycy natomiast ćwiczyli jej słuchacze. Stąd też zapewne owa montownia torped położona w łobeskiej parowozowni nieopodal stacji PKP. O wspomnianej szkole można
przeczytać nieco na forum ubootwaffe.pl link Natomiast o znajdowanych w Resku torpedach we wspomnianym wcześniej Tygodniku Łobeskim, a konkretnie numerze 52 z 22.12.2008 r na stronie 10.  W tym tygodniku można także znaleźć więcej na temat obozów.

    Temat Łobeski odcinek "Odry".  Wiele osób zostało tym tematem zaskoczonych z powodów możliwości działania takiej organizacji. Tymczasem lokalna prasa sama podaje zbieżne informacje. I tak na przykład znowu Tygodnik Łobeski w numerze 43 z 25.10.2011 r  podając informację o działalności IPN (sygn. akt S 20/10/Zn) pisze o zamordowaniu Franciszka F, Józefa Sz, Józefa H, Feliksa F oraz nieznanego z nazwiska żołnierza radzieckiego przez funkcjonariuszy niemieckich. Odmówili oni bowiem ewakuacji. Takie działanie pokrywa się z tym co pisałem o "Odrze". Znowu w późniejszym numerze 34 z 21.08.2012 r przytacza informację, że: Franciszek Cybiela, Franciszek Czajka i Józef Wasiewicz z Mieszewa zostali aresztowani przez gestapo za przynależność do tajnej organizacji. Cóż temat na pewno trzeba drążyć, a każda informacja jest na wagę złota.

  Wzgórze Nazwa zinterpretowana przeze mnie jako "Wzgórze Kata" została już dawno przetłumaczona przez panią Gabrielę Rutkowską lepiej i bardziej profesjonalnie. Po prostu oznacza ono "Wzgórze Wisielców". Labuź Niestety nieistniejący już Prowincjonalny Okazjonalnik Literacki w numerze 29.1999 z czerwca w artykule "SPACER PO ŁOBEZIE W ROKU 1880 podjęty przez Dietera Frobel" pisze między innymi tak (pisownia oryginalna):
Idąc dalej przechodzimy obok domu sklarza pana Reinholda Wickela. Zaglądamy również na podwórko właściciela młyna pana Augusta Schwarza później Krügera. Na podwórku stoją urządzenia do sortowania i przygotowywania pasz. Pan Swarz przy górze wisielców - ulica Beutlerstraße posiada wiatrak.
 Ze swej strony dodam, że w internecie można było znaleźć zdjęcie pocztówki z 1902 roku przedstawiające budynek dworca łobeskiego i właśnie w oddali stojący jeszcze ów wiatrak. Niestety adresu strony nie mogłem potem odnaleźć. Wzgórze owo było w ogóle nie zadrzewione.

    Suplement do Tajemnic Łobza Teren dawnej sali gimnastycznej - dziś plac zabaw dla dzieci. Pogłoski o spaleniu jej zawartości w postaci dóbr materialnych okazują się przynajmniej w znacznym stopniu wyssane z palca. Cała zawartość hali została przekazana do Szczecina - dokumentacja powinna być w archiwum wojewódzkiej Policji. - za Tygodnik Łobeski nr 11 z 06.03.2010.

(Zdj. To co wychodzi podczas miejskich inwestycji)

   Będąc przy tematyce historycznej przedstawiam na zdjęciu powyżej efekty inwestycji miejskich, a ściślej to co leży przy okazji prowadzenia wykopów. Z lewej strony rączka od zwykłej łyżeczki do herbaty. Znaleziona w pobliżu dawnego obozu przy ulicy Węgorzyńskiej.  Mógłbym jej nie podejrzewać o przynależność do jakiegoś robotnika przymusowego lub jeńca, ale podobne w kształtach są eksponowane po różnych obozach. Z prawej kilka porcelanowych kapsli od butelek, znalezionych w różnych miejscach, na jednym z nich można odczytać sygnaturkę łobeskiego browaru.

   Kilka ciekawostek nie związanych z żadnym tematem:

(Zdj. Chmury pionowe z uwagi na silne prądy wstępujące mogą być wdzięcznym tematem obserwacji)


(Zdj. Obydwa zdjęcia przedstawiają dramat gnojaczka)

(Zdj. Oleica - jeden z jej gatunków)

    Przedstawiony na zdjęciu owad z rodziny chrząszczy to Oleica, Ciekawostką jest choćby to, że wytwarzano z niej ... muchę hiszpańską - popularny niegdyś afrodyzjak. Nie polecam jednak konsumować owada choćby w celach poznawczych. Dawka, jaką zawiera jeden owad jest dawką śmiertelną, zaś wspomniany afrodyzjak służył też jako trucizna.

(Zdj.Sielski widok pełnej współpracy)

(Zdj. Ciekawy w kształcie kamień przypominający mapę Polski)

   Na koniec muszę się pochwalić, że zostałem doceniony przez portal informacyjny http://lobez24.pl/ .
Za życzliwość serdecznie dziękuję.
                              

środa, 4 listopada 2015

Hipoteza na temat Staatsarchiv Stettin.

  Jak mam opisać to miejsce, by zaraz nie ruszyli tam domorośli poszukiwacze, dla których znaleziska będą jedynie wartością, jaką można uzyskać na aukcjach internetowych? Jak posklejać w całość to co zostało mi opowiedziane, a niestety rozmówca już mojej wiedzy nie uzupełni?
Opisane miejsce pozostanie anonimowe, ludzie też.
Zaznaczyć należy, że podnoszone przeze mnie zagadnienie jest tylko jedną z wielu możliwych hipotezą.
Zacznijmy zatem od początku. Wydarzenia nas interesujące zostały zapoczątkowane  14 lipca oraz 13 i 15 sierpnia 1943 roku. Tutaj (klik) możemy przeczytać o okolicznościach ewakuacji części Staatsarchiv Stetin. Zacytujmy tu tylko fragment:
 „14 lipca oraz 13 i 15 sierpnia 1943 roku ze Staatsarchiv Stettin wyjechało łącznie "5 wozów meblowych cennych akt o wielkim znaczeniu historycznym i politycznym". Ich celem był oddalony o 90 km na północny wschód majątek Bonin, gdzie archiwalia miały zostać ukryte w bliżej nieokreślonym miejscu - najprawdopodobniej zakopane w ziemi na terenie zespołu dworsko-parkowego należącego niegdyś do Viktora Poraka”.
 Dalej we wspomnianym artykule jest mowa o zeznaniach bonińskiego autochtona, który opowiedział funkcjonariuszom UB o nocnym postoju ciężarówek i ich porannym wyjeździe. Nie wiedział jednak czy wyjechały puste, czy załadowane.
Zastanówmy się w tym miejscu czy we wspomnianym okresie Niemcy mieli powody by zakopywać swoje archiwa lub dzieła sztuki.
Nie powodów do zakopywania zwłaszcza na wsiach, których alianci nie bombardowali, nie było. W zamyśle niemieckich władz wojska radzieckie nie miały prawa przekroczyć linii Wisły, choć w tym okresie w ogóle o takim prawdopodobieństwie nie myślano. Budowany właśnie Wał Atlantycki miał z kolei zatrzymać zachodnich aliantów na plażach Francji. Kilka dni wcześniej przed wspomnianymi wydarzeniami zaczęła się wprawdzie Operacja Husky, ale lądowanie aliantów na Sycylii niczego jeszcze nie przesądzało.
Idąc tym tropem rozumowania dojdziemy do wniosku, że archiwalia albo zostały złożone w bonińskim majątku lub też czego nie można wykluczyć zdeponowane w łobeskim banku, którego skarbiec był miejscem niezwykle trudnym do zniszczenia. Jest raczej pewne, że we wspomnianym okresie zakopywania bezpośrednio w ziemi nie podejmowano.

(Zdj. Dzisiejsze okolice dawnego łobeskiego banku.)

Ani linia Wisły, ani Wał Atlantycki nie zatrzymały wojsk idących ze wschodu i zachodu.
Przenieśmy się zatem do roku 1945 tuż przed przejściem przez ziemię łobeską frontu.
Zachowanie Niemców typowe dla tego typu działań, wielokrotnie opisywane w literaturze.
Jest noc najprawdopodobniej między styczniem a marcem w jednej z rozrzuconych po powiecie łobeskim wsi. W ciemnościach nocy rozlega się warkot kolumny samochodów. Przywieziona tu na roboty przymusowe kobieta (nazwijmy ją umownie panią X) pomimo surowego zakazu wygląda przez zaciemnione okno¹.
Udaje jej się dostrzec stojące pod lasem ciężarówki oraz wynoszących i zakopujących skrzynie żołnierzy niemieckich. Trudno dziś ustalić do jakiej formacji należeli. Zima wówczas była surowa, więc albo przygotowali grunt pod schowek wcześniej, albo rzeczywiście bardzo im się spieszyło z ukryciem tajemniczego ładunku.
Czyżby to co ujrzała owa kobieta było dalszym ciągiem  zdarzeń związanych z konwojem jadącym w 1943 roku do Bonina w zmienionej już sytuacji wojennej?
Jednak wiedzę tę posiadłem nie tylko ja. Na terenie owej wsi prowadzono poszukiwania wspomnianych skrzyń. Nie mam wiedzy czy robiła to ówczesna SB czy może jednak jacyś eksploratorzy. Nie wiem też kiedy prowadzono owe poszukiwania. Niczego nie znaleziono.
Być może ówczesny sprzęt na to nie pozwalał.
Za tezą o zakopaniu rzeczy niemetalowych przemawia fakt, że wykrywacze metali bo z takim sprzętem szukano nic nie wykazały.
Jakie jeszcze tajemnice kryją ziemie Pomorza, Śląska, Ziemi Lubuskiej lub też Warmii i Mazur?

(Zdj. Co jeszcze kryją takie porozrzucane wsie? - Wieś na zdjęciu nie jest miejscem opisywanym powyżej)

ad1. Niestety nie wiem czy nocowała jak to najczęściej bywało w jakiejś obórce lub chlewiku, czy gospodarze udostępnili jej pokój w swoim domu.

Źródła: Miesięcznik "Odkrywca".  http://fakty.interia.pl/historia/news-tajemnicze-skrzynie-z-archiwum-miasta-stettin,nId,939481
           Opowiadania osób mających wiedzę na ten temat.

czwartek, 10 września 2015

Pisać nie pisać czyli złoty pociąg uderza do głów.


Na fali medialnej związanej z rzekomym odnalezieniem tzw. „Złotego pociągu” wzrosło zainteresowanie tematyką eksploracyjną, oraz naszym krajem. Ma to swoje dobre i złe strony.
Niestety muszę poruszyć negatywną część tego zjawiska.
Niedawno odnotowałem na swoim blogu zainteresowanie jednym z poruszanych tematów, przy czym wejścia były z państw europejskich innych niż Polska. Nie chcę posądzać tu obcokrajowców o jakieś kontrowersyjne działania, gdyż mogli to zrobić równie dobrze rodacy ale...
Efekt jak na zdjęciach rozkopane poszycie leśne w kilku miejscach (około dwóch tygodni temu jeszcze tego nie było), wykopane jakieś resztki potłuczonej zastawy stołowej, przy czym nie było możliwości jej identyfikacji oraz pochodzenia z uwagi na brak sygnatur producenta.
Nie sądzę też żeby istniała możliwość znalezienia porcelany przy pomocy wykrywacza metalu.
Możliwości według mnie są następujące:
 - Ktoś zrobił komuś kawał kopiąc w lesie dołki i podrzucając jakieś potłuczone śmiecie porcelanowe.
 - Druga możliwość jest taka, że ktoś rzeczywiście coś w tamtym miejscu schował i wiedział, w którym miejscu szukać, a nieumiejętnie się obchodząc zniszczył te niewiele z pewnością warte zasoby.
 - Trzecia możliwość to taka, że ktoś zaczął ryć w ziemi i został stamtąd przepłoszony – pracownicy leśni są tam częstymi gośćmi.
Dla mnie pozostaje niesmak. Nie po to wspominam miejsca istniejące w przeszłości, żeby ruszali tam domorośli eksploratorzy zwłaszcza niszczący zasoby leśne. Jest to dla mnie tym bardziej przykre, że przygotowywałem więcej wpisów o takich miejscach.
Teraz pozostaje zastanowić się czy warto.

 (Zdj. Czy dla takich "znalezisk" warto niszczyć zasoby leśne?)


(Zdj. To niestety nie jedyny wykop)