Polecany post

Łobeski odcinek "Odry".

       D ziało się to w okupowanej Warszawie, zaraz po świętach wielkanocnych roku 1941. Mężczyzna przebywający w jednym z zakonspirowan...

niedziela, 10 kwietnia 2016

Spacer po Wzgórzu Rolanda (Zygfryda, Gotfryda).

 Miejsce na zwiedzanie, którego zapraszam zostało już dość dokładnie opisane, zatem ciekawych odsyłam do linków, na końcu tekstu, jak również samodzielnego poszukiwania informacji. Z tych samych względów, nie będzie tu zdjęć historycznych – one także są łatwe do znalezienia. Na koniec ograniczę się tylko do małego podsumowania.
Zapraszam zatem na mini wycieczkę

(Zdj. Widok z podnóża)

(Zdj. Widok na najlepiej chyba zachowane schody środkowe)

   
(Zdj. Kamienne ograniczenie tarasów z lewej i prawej strony)

(Zdj.Pierwszy poziom "tematyczny" . Widok na "dolmen", w którym rzekomo miało znajdować się dziedzictwo przodków czyli starożytne militaria)

                                   
(Zdj. Z lewej lub z prawej strony dochodzimy do drugiego poziomu)

 
(Zdj. Megalityczny grobowiec,grota, brama lub ława, po latach ciężko określić co to. Ten obiekt jest pokryty znakami runicznymi)

(Zdj. Głaz z symbolicznie wyrytym wilkiem po prawej stronie drugiego poziomu poświęconego wspólnocie rodowej, niestety zamazany przez wandali)

(Zdj. Wejście na taras trzeci poświęcony baśniom i legendom)

                                
 (Zdj. Ogólny widok na obydwie strony tarasu trzeciego)

(Zdj. Zaczynamy zwiedzanie od strony lewej)



(Zdj. Nie da się określić czy był tu jakiś napis)

(Zdj. Kierujemy się ku środkowym schodom)


(Zdj. To już strona prawa poziomu trzeciego)




(Zdj. Wracamy w kierunku schodów prowadzących na najwyższy poziom)

(Zdj. Oto one, z lewej kamień z dedykacją Hindenburga, który jako prezydent Niemiec uświetniał uroczystość odsłonięcia pomnika)

(Zdj. Dedykacja, którą przetłumaczyłem następująco: "Hindenburg bohaterom, Ekkehardowi I* i tym 208. 208 mieszkańców ówczesnego powiatu poległo w czasie I Wojny Światowej)

(Zdj. Wchodząc zobaczymy resztki kolumn, gdzie były wmurowane i urny z ziemią pól bitewnych "Wielkiej Wojny" jak i tablice z nazwiskami poległych - trzy z nich brzmiące po polsku)

(Zdj. Ta kolumna jest najlepiej zachowana)

(Zdj. Z tyłu za kolumnami kamień, na którym napisu nie udało mi się odszyfrować)

(Zdj. Rozciągnięte po wzgórzu resztki pomnika)


(Zdj. Tarcze zachowały się wszystkie cztery, choć leżą rozciągnięte na ziemi)

Moja osobista refleksja.
Obecnie miejsce to jest dosyć dokładnie oczyszczone z krzaków i dość dobrze widoczne, szczególnie wczesną wiosną. Znaczna część kamiennych konstrukcji nie przetrwała ostatnich kilkunastu lat. Uważam, że zostało to spowodowane odgórnym cichym przyzwoleniem na dewastowanie tego miejsca.
Analizując dyskusje odbywające się przed laty na łamach prasy lokalnej zauważymy dwie przeciwne sobie postawy. Jedna mówiąca o zachowaniu w obecnym kształcie, lub wręcz odbudowie, druga zaś o zostawieniu co najwyżej jak jest i niech czas robi swoje.
Ta druga postawa była podawana jako „oficjalna”, choć bardziej pasuje do niej określenie półoficjalna, tłumaczona jako „brak zgody społecznej na odbudowę”.
Należy tu jasno podkreślić, że społeczeństwa nikt o nic w tej kwestii nie pytał, za chwilę do tego powrócimy, na razie pozostańmy przy przeciwnikach odbudowy.
Bardzo słusznym według mnie argumentem podawanym na łamach prasy lokalnej był taki, że są osoby, które miały możność zapoznania się z treścią aktu erekcyjnego pod budowę pomnika.
Według nich dokument ten jest nasączony niemieckim nacjonalizmem, militaryzmem, postawą rewizjonizmu wobec ustaleń traktatu wersalskiego, a pamiętajmy, że budowa miała miejsce na długo przed dojściem Hitlera do władzy.
W tym miejscu dochodzimy do stanowiska społecznego. Nigdy żaden z moich rozmówców nie kwestionował zachowania tego pomnika i miejsca jako całości, z jednym wszakże zastrzeżeniem.
Wszyscy moi rozmówcy zgodnie twierdzą, że powinien to być typowo polski pomnik. W końcu wybitnych osobistości nam nie brakuje.
Szkoda, bo niebawem przypada 1050 rocznica chrztu Polski, który wprowadził nas do grona nowoczesnych państw ówczesnej Europy. 
Podobnie obecni mieszkańcy chcieliby mieć w tamtej okolicy i korty tenisowe i restaurację lub kawiarenkę i tor saneczkowy, jak było przed wojną.
Przez wszystkie lata po 1945 roku zabrakło niestety manifestacji polskości w tym miejscu.

Czy planowana budowa w tamtejszym rejonie apartamentów „na drzewach” spełni społeczne oczekiwania?



* Ekkehard I - pogromca m.in. Słowian, krewny Thietmara, który wręcz nienawidził Polaków.      Trudno o lepszy przykład niemieckiego nacjonalizmu i rewizjonizmu. Ciekawe spojrzenie na niemieckie uwielbienie legend i baśni przekładanych na antysłowianizm może czytelnikowi dać tekst pod tym linkiem http://dragontn.blog.pl/2013/09/29/upadek-radogoszczy/



Linki warte zobaczenia:
https://youtu.be/5cgKTkqhQjk  Przedwojenny film dotyczący pomnika. Przy okazji podziękowania dla osoby, która bezinteresownie udostępniła ten film.





sobota, 2 kwietnia 2016

Białoporek brzozowy.

 Bohaterem niniejszego opisu jest grzyb, nazywany również porkiem brzozowym, hubą brzozową, żagwią brzozową. Łacińska nazwa to Piptoporus Betulinus.
Zobaczyć go możemy przez cały rok – owocniki obumierające. W Polsce jest on gatunkiem pospolitym, występującym głównie na osłabionych lub obumierających już pniach brzozy, na których pasożytuje.
Wzrost młodych owocników ma miejsce w miesiącach  sierpień – październik.
Zarówno wśród znawców, jak i pasjonatów nie ma pełnej zgody co do jego jadalności. Najrozsądniej byłoby przyjąć, że do jedzenia nadawałyby się owocniki młode. Niektóre źródła podają, że ze względu na smak starsze osobniki do celów spożywczych są nieprzydatne.
Ciekawostką z nim związaną jest fakt, że znaleziono go przy szczątkach człowieka lodu sprzed 3300 lat p.n.e.
Tu dochodzimy do jego właściwości leczniczych. Medycyna ludowa przypisywała mu zdolności tamowania krwawień. Z ustaleń naukowych wynika natomiast jego działanie antynowotworowe. Oprócz tego zawarte w nim związki działają trująco na niektóre pasożyty układu pokarmowego.
Zainteresowanych leczniczym zastosowaniem tego grzyba odsyłam do internetu, a zwłaszcza specjalistów lekarzy. Ciekawy opis znajdziemy na jednej ze stron podanych na końcu tekstu.
 Innymi ciekawymi zastosowaniami tego grzyba są:
Miłośnicy survivalu wykorzystują go w terenie jako zamiennik pumeksu do pielęgnacji ciała.
Natomiast miłośnicy wędkarskiego handmade z powodzeniem wykorzystują go jako materiał do produkcji wspaniałych woblerów. Po sezonowaniu jest świetnym zamiennikiem dla drewna balsy.
Poniżej przedstawiam kilka zdjęć tego ciekawego grzyba.

 (Zdj. Porośnięty białoporkiem złamany pień brzozowy)

 (Zdj. Wyjątkowo okazały osobnik)

(Zdj. Ten wygląda niczym młody owocnik)


Źródła:
Leksykon Przyrodniczy Grzyby – Helmut i Renate Grunert. Przekład Jadwiga Kozłowska.

czwartek, 3 marca 2016

Podtrzymuję wypowiedziane słowa.

W 1945 roku do rosyjskiego generała komenderującego załogą w Berlinie zgłosił się pewien niemiecki uczony, znany dawniej z nacjonalistycznego ducha. Przedstawił się jako historyk, profesor, i zgłosił gotowość udowodnienia, że nie tylko Pomorze i Śląsk, ale i Meklemburgia to kraje Słowiańskie. - „Niet! - Rosjanin podniósł dłoń gestem obronnym. Nie nado! Mieklemburgii nie nado.”
                                                                                  (Paweł Jasienica "Słowiański rodowód").


Publikuję niniejszy wpis, zanim zaczną się oficjalne uroczystości „Ku czci”, zanim ktokolwiek z oficjeli powie to lub tamto. Czynię tak, aby nie wyszło, że robię sobie osobiste wycieczki pod czyimś adresem. Publikuję zanim rozpoczną się spory czy 3 marca 1945 to było wyzwolenie czy nie.

Podtrzymuję wypowiedziane słowa. To było wyzwolenie. Choć zastrzegam, że w istocie Polska została uzależniona od ZSRR, zależność ta początkowo nosząca znamiona wręcz okupacji z czasem  zelżała do formy „ograniczonej suwerenności” i „doktryny Breżniewa”.
Zgadzam się z tezami, że początkowo wyzwolono ludzi, nie te ziemie.
Proces wyzwalania części ziem należących pierwotnie do zachodniej słowiańszczyzny według mnie zaczął się dopiero od ustaleń w Poczdamie, kiedy stało się jasne, że ziemie te przypadną Polsce.
Ten proces ewoluował, czy jednak na pewno się zakończył?
Czy potrafimy utrzymać to, co dostaliśmy od historii?
Jest polską racją stanu mówić o wyzwoleniu.

W sytuacji, niemal całkowitego rozkładu przemysłu, w sytuacji, gdzie banki znajdują się w rękach obcokrajowców, w sytuacji kiedy media, w tym te lokalne w znacznej mierze, jeśli nie większości należą do obcego kapitału w tym niemieckiego, mamy prawo mówić o wyzwoleniu.
Pytanie czy mentalnie potrafimy się wyzwolić?
Coraz częściej przecież wspomniane media negują przyłączenie ziem zachodnich i północnych do Polski.
Cały czas trwa negacja udziału żołnierza polskiego w walkach na wschodzie Europy, a przecież bez tej daniny krwi, nie byłoby przychylności delegacji radzieckiej w Poczdamie, co do przejęcia tych ziem przez Polskę.
Pamiętajmy, że zachodni alianci, zwłaszcza w osobie Churchilla byli przeciwni odbieraniu tych ziem Niemcom.
To sami Niemcy strzelili sobie w stopę zwożąc tu tysiące robotników przymusowych pełniących rolę niewolników. Mamy prawo, ale i obowiązek mówić o wyzwoleniu.

Jako swoiste memento polecam artykuł Stanisława Bulzy pt. „Ukryta germanizacja”
Tu pozwolę sobie zacytować tylko fragment
"Niemcy się zjednoczyły, lecz nie wywiązały się z podpisanego „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”. W paragrafie 4 art. 1 tego układu, RFN zobowiązała się, że Konstytucja Zjednoczonych Niemiec nie będzie zawierała postanowień sprzecznych z powziętymi zasadami. Wbrew postanowieniom tego układu do dnia dzisiejszego w konstytucji Niemiec obowiązuje zapis z 1937 r., a na niemieckich mapach, nasze ziemie zachodnie nadal widnieją w granicach Niemiec. Czy można więc ufać polityce niemieckiej? Dla nich podpisywane układy, traktaty, to tylko świstki nic nie znaczących papierów, bo w ich polityce liczą się tylko fakty dokonane".
 Od nas samych zależy czy będziemy świadomi realiów.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Noworoczne remanenty.

Początek roku to czas remanentów i podsumowań okresów ubiegłych, więc zaczynamy. 
Proponuję zacząć od wiedzy, która została uzupełniona, bądź też wcześniej przeoczona przeze mnie w trakcie pisania.

   I tak zaczynając chronologicznie należy cofnąć się do tematu Kupferhammer poruszonym w niniejszym blogu link 
We wspomnianej kolonii raczej nie były produkowane młotki miedziane - przynajmniej na taką informację się nie natknąłem. Istnieją jednak informacje o znajdowanych tam różnych przedmiotach zarówno użytkowych, jak i ozdobnych. Czytelnik może o tym przeczytać w archiwalnym wydaniu Tygodnika Łobeskiego nr 02 z 15.01.2013 r. Właścicielem jednej z kuźni położonej na tzw. "Czarcim młynie" był Louis Puchstein ( Łabuź 31/1999 grudzień "SPACER PO ŁOBEZIE W ROKU 1880 podjęty przez Dietera Frobel" cz. II).

    Trzymając się chronologii poruszam następny temat "Tajemnice Łobza"  
W kwestii "obozu" za ulicą Wojska Polskiego najrozsądniej będzie chyba przyjąć tezę, że miejsce to pełniło bardzo różne funkcje, od obozu jenieckiego poprzez miejsce pobytu robotników przymusowych, volksdeutschy nie darzonych zaufaniem Niemców, jak i niemieckiego wojska w tym marynarzy.
 Pobyt tych ostatnich łączyłem z torpedownią na jeziorze Stara Dobrzyca. Czy był to ośrodek testujący nowe rodzaje torped tego dokładnie nie wiadomo. Na pewno tak. Należy tu wspomnieć bowiem, że w pobliskim Resku mieściła się szkoła dla torpedystów - Torpedoschulle II Regenwalde, na Starej Dobrzycy natomiast ćwiczyli jej słuchacze. Stąd też zapewne owa montownia torped położona w łobeskiej parowozowni nieopodal stacji PKP. O wspomnianej szkole można
przeczytać nieco na forum ubootwaffe.pl link Natomiast o znajdowanych w Resku torpedach we wspomnianym wcześniej Tygodniku Łobeskim, a konkretnie numerze 52 z 22.12.2008 r na stronie 10.  W tym tygodniku można także znaleźć więcej na temat obozów.

    Temat Łobeski odcinek "Odry".  Wiele osób zostało tym tematem zaskoczonych z powodów możliwości działania takiej organizacji. Tymczasem lokalna prasa sama podaje zbieżne informacje. I tak na przykład znowu Tygodnik Łobeski w numerze 43 z 25.10.2011 r  podając informację o działalności IPN (sygn. akt S 20/10/Zn) pisze o zamordowaniu Franciszka F, Józefa Sz, Józefa H, Feliksa F oraz nieznanego z nazwiska żołnierza radzieckiego przez funkcjonariuszy niemieckich. Odmówili oni bowiem ewakuacji. Takie działanie pokrywa się z tym co pisałem o "Odrze". Znowu w późniejszym numerze 34 z 21.08.2012 r przytacza informację, że: Franciszek Cybiela, Franciszek Czajka i Józef Wasiewicz z Mieszewa zostali aresztowani przez gestapo za przynależność do tajnej organizacji. Cóż temat na pewno trzeba drążyć, a każda informacja jest na wagę złota.

  Wzgórze Nazwa zinterpretowana przeze mnie jako "Wzgórze Kata" została już dawno przetłumaczona przez panią Gabrielę Rutkowską lepiej i bardziej profesjonalnie. Po prostu oznacza ono "Wzgórze Wisielców". Labuź Niestety nieistniejący już Prowincjonalny Okazjonalnik Literacki w numerze 29.1999 z czerwca w artykule "SPACER PO ŁOBEZIE W ROKU 1880 podjęty przez Dietera Frobel" pisze między innymi tak (pisownia oryginalna):
Idąc dalej przechodzimy obok domu sklarza pana Reinholda Wickela. Zaglądamy również na podwórko właściciela młyna pana Augusta Schwarza później Krügera. Na podwórku stoją urządzenia do sortowania i przygotowywania pasz. Pan Swarz przy górze wisielców - ulica Beutlerstraße posiada wiatrak.
 Ze swej strony dodam, że w internecie można było znaleźć zdjęcie pocztówki z 1902 roku przedstawiające budynek dworca łobeskiego i właśnie w oddali stojący jeszcze ów wiatrak. Niestety adresu strony nie mogłem potem odnaleźć. Wzgórze owo było w ogóle nie zadrzewione.

    Suplement do Tajemnic Łobza Teren dawnej sali gimnastycznej - dziś plac zabaw dla dzieci. Pogłoski o spaleniu jej zawartości w postaci dóbr materialnych okazują się przynajmniej w znacznym stopniu wyssane z palca. Cała zawartość hali została przekazana do Szczecina - dokumentacja powinna być w archiwum wojewódzkiej Policji. - za Tygodnik Łobeski nr 11 z 06.03.2010.

(Zdj. To co wychodzi podczas miejskich inwestycji)

   Będąc przy tematyce historycznej przedstawiam na zdjęciu powyżej efekty inwestycji miejskich, a ściślej to co leży przy okazji prowadzenia wykopów. Z lewej strony rączka od zwykłej łyżeczki do herbaty. Znaleziona w pobliżu dawnego obozu przy ulicy Węgorzyńskiej.  Mógłbym jej nie podejrzewać o przynależność do jakiegoś robotnika przymusowego lub jeńca, ale podobne w kształtach są eksponowane po różnych obozach. Z prawej kilka porcelanowych kapsli od butelek, znalezionych w różnych miejscach, na jednym z nich można odczytać sygnaturkę łobeskiego browaru.

   Kilka ciekawostek nie związanych z żadnym tematem:

(Zdj. Chmury pionowe z uwagi na silne prądy wstępujące mogą być wdzięcznym tematem obserwacji)


(Zdj. Obydwa zdjęcia przedstawiają dramat gnojaczka)

(Zdj. Oleica - jeden z jej gatunków)

    Przedstawiony na zdjęciu owad z rodziny chrząszczy to Oleica, Ciekawostką jest choćby to, że wytwarzano z niej ... muchę hiszpańską - popularny niegdyś afrodyzjak. Nie polecam jednak konsumować owada choćby w celach poznawczych. Dawka, jaką zawiera jeden owad jest dawką śmiertelną, zaś wspomniany afrodyzjak służył też jako trucizna.

(Zdj.Sielski widok pełnej współpracy)

(Zdj. Ciekawy w kształcie kamień przypominający mapę Polski)

   Na koniec muszę się pochwalić, że zostałem doceniony przez portal informacyjny http://lobez24.pl/ .
Za życzliwość serdecznie dziękuję.
                              

wtorek, 8 grudnia 2015

Urban exploration, ruszamy w miejsce już nieistniejące.


Kiedyś wyglądał wspaniale...

opuszczony
porasta trawą
skrzypiące drzwi
zmagają się z wiatrem
mrok w oczodołach
ścian
smutno wylewa łzy
pochylone drzewa
koją samotność
już nie słychać
odgłosów szczęścia
kominek wygasły
spopielił uczucia
dusza umarła
w ruinie
                                                                                     Wiersz Ani

Urban exploration, ruszamy w miejsce już nieistniejące.
Po wyjaśnienie czym jest urban exploration odsyłam do licznych stron internetowych traktujących to zagadnienie. Być może, że pojęcie to jest tu trochę na wyrost, jednak po namyśle zdecydowałem się je tak zatytułować. Wbrew powszechnym zasadom podaję też lokalizację, gdyż eksplorować nie ma już czego. Ewentualni poszukiwacze z wykrywaczami metali, też nie mają tam czego szukać, gdyż z zasady rejony linii kolejowych zakłócają  działanie urządzeń oraz z uwagi na liczne ilości różnych śmieci nie dają im pola do popisu. Ekipy rozbiórkowe zadbały o to zrównując i przeorywując teren. Przystąpmy zatem do opisu.

Kiedyś stał tu dom kolejowy. Nie sfotografowałem go kiedy stał sobie już nie zamieszkały. Dlaczego? O tym za chwilę. Pamiętam go jeszcze od czasu gdy jeździło się na „miejskie” ciuchajką, czyli kolejką wąskotorową. Co ciekawe, na niektórych zdjęciach satelitarnych widnieje do dzisiaj. Nieopodal za nim były założone przez mieszkańców ogródki. 
Owe ogródki musiały być tam już wcześniej, kiedy jeszcze mieszkali tam Niemcy. Z tego co się dowiedziałem po wojnie znaleziono w tych ogródkach zwłoki kobiety i mężczyzny oraz trojga dzieci. Kim byli nie jestem w stanie ustalić nie znając numeracji tego domu. Dlaczego zginęli zwłaszcza dzieci – tego nie wiadomo również.  Miesięcznik „Łobeziak” z maja 2000r. Dzięki uprzejmości jednego z policjantów udostępniających archiwum milicji wspomina o znalezieniu 5 trupów w majątku Łobez. Czyżby chodziło o te same osoby? Na pewno dom znajdował się w okolicy  działań wojennych, nic natomiast nigdy nie wskazywało, żeby był zniszczony. Dom był niewątpliwie domem kolejowym. Osoby tam mieszkające aż tak majętne raczej nie były żeby zginąć z powodów rabunkowych. Chociaż..... .
Kilka lat wstecz kiedy ów dom jeszcze stał. Wracając ze spaceru porozmawiałem sobie na małym miejskim z kolegą on wracał z wędkowania, pojechał w swoją stronę, ja zaś ścieżką obok tego domu. Miałem zamiar zrobić kilka zdjęć. Hałas jaki dochodził wówczas z tego domu skutecznie mnie zniechęcił do fotografowania.  Nieopodal stał tam samochód, niebawem zresztą mnie mijał na drodze. Kim był ów mężczyzna i co tam szukał nie wiem. Raczej nie sądzę żeby był zbieraczem cegieł, albo złomu. Czego szukał po opuszczeniu domu przez mieszkańców? Dlaczego zginęła wcześniej rodzina łącznie z dziećmi? Kolejna mała lokalna tajemnica tamtej wojny.


(Zdj. Już nie ma domu)



(Zdj. Na mapach bing.com jeszcze jest widoczny)

(Zdj. Wycinek z miesięcznika "Łobeziak" - najlepiej otworzyć w nowym oknie.)

środa, 4 listopada 2015

Hipoteza na temat Staatsarchiv Stettin.

  Jak mam opisać to miejsce, by zaraz nie ruszyli tam domorośli poszukiwacze, dla których znaleziska będą jedynie wartością, jaką można uzyskać na aukcjach internetowych? Jak posklejać w całość to co zostało mi opowiedziane, a niestety rozmówca już mojej wiedzy nie uzupełni?
Opisane miejsce pozostanie anonimowe, ludzie też.
Zaznaczyć należy, że podnoszone przeze mnie zagadnienie jest tylko jedną z wielu możliwych hipotezą.
Zacznijmy zatem od początku. Wydarzenia nas interesujące zostały zapoczątkowane  14 lipca oraz 13 i 15 sierpnia 1943 roku. Tutaj (klik) możemy przeczytać o okolicznościach ewakuacji części Staatsarchiv Stetin. Zacytujmy tu tylko fragment:
 „14 lipca oraz 13 i 15 sierpnia 1943 roku ze Staatsarchiv Stettin wyjechało łącznie "5 wozów meblowych cennych akt o wielkim znaczeniu historycznym i politycznym". Ich celem był oddalony o 90 km na północny wschód majątek Bonin, gdzie archiwalia miały zostać ukryte w bliżej nieokreślonym miejscu - najprawdopodobniej zakopane w ziemi na terenie zespołu dworsko-parkowego należącego niegdyś do Viktora Poraka”.
 Dalej we wspomnianym artykule jest mowa o zeznaniach bonińskiego autochtona, który opowiedział funkcjonariuszom UB o nocnym postoju ciężarówek i ich porannym wyjeździe. Nie wiedział jednak czy wyjechały puste, czy załadowane.
Zastanówmy się w tym miejscu czy we wspomnianym okresie Niemcy mieli powody by zakopywać swoje archiwa lub dzieła sztuki.
Nie powodów do zakopywania zwłaszcza na wsiach, których alianci nie bombardowali, nie było. W zamyśle niemieckich władz wojska radzieckie nie miały prawa przekroczyć linii Wisły, choć w tym okresie w ogóle o takim prawdopodobieństwie nie myślano. Budowany właśnie Wał Atlantycki miał z kolei zatrzymać zachodnich aliantów na plażach Francji. Kilka dni wcześniej przed wspomnianymi wydarzeniami zaczęła się wprawdzie Operacja Husky, ale lądowanie aliantów na Sycylii niczego jeszcze nie przesądzało.
Idąc tym tropem rozumowania dojdziemy do wniosku, że archiwalia albo zostały złożone w bonińskim majątku lub też czego nie można wykluczyć zdeponowane w łobeskim banku, którego skarbiec był miejscem niezwykle trudnym do zniszczenia. Jest raczej pewne, że we wspomnianym okresie zakopywania bezpośrednio w ziemi nie podejmowano.

(Zdj. Dzisiejsze okolice dawnego łobeskiego banku.)

Ani linia Wisły, ani Wał Atlantycki nie zatrzymały wojsk idących ze wschodu i zachodu.
Przenieśmy się zatem do roku 1945 tuż przed przejściem przez ziemię łobeską frontu.
Zachowanie Niemców typowe dla tego typu działań, wielokrotnie opisywane w literaturze.
Jest noc najprawdopodobniej między styczniem a marcem w jednej z rozrzuconych po powiecie łobeskim wsi. W ciemnościach nocy rozlega się warkot kolumny samochodów. Przywieziona tu na roboty przymusowe kobieta (nazwijmy ją umownie panią X) pomimo surowego zakazu wygląda przez zaciemnione okno¹.
Udaje jej się dostrzec stojące pod lasem ciężarówki oraz wynoszących i zakopujących skrzynie żołnierzy niemieckich. Trudno dziś ustalić do jakiej formacji należeli. Zima wówczas była surowa, więc albo przygotowali grunt pod schowek wcześniej, albo rzeczywiście bardzo im się spieszyło z ukryciem tajemniczego ładunku.
Czyżby to co ujrzała owa kobieta było dalszym ciągiem  zdarzeń związanych z konwojem jadącym w 1943 roku do Bonina w zmienionej już sytuacji wojennej?
Jednak wiedzę tę posiadłem nie tylko ja. Na terenie owej wsi prowadzono poszukiwania wspomnianych skrzyń. Nie mam wiedzy czy robiła to ówczesna SB czy może jednak jacyś eksploratorzy. Nie wiem też kiedy prowadzono owe poszukiwania. Niczego nie znaleziono.
Być może ówczesny sprzęt na to nie pozwalał.
Za tezą o zakopaniu rzeczy niemetalowych przemawia fakt, że wykrywacze metali bo z takim sprzętem szukano nic nie wykazały.
Jakie jeszcze tajemnice kryją ziemie Pomorza, Śląska, Ziemi Lubuskiej lub też Warmii i Mazur?

(Zdj. Co jeszcze kryją takie porozrzucane wsie? - Wieś na zdjęciu nie jest miejscem opisywanym powyżej)

ad1. Niestety nie wiem czy nocowała jak to najczęściej bywało w jakiejś obórce lub chlewiku, czy gospodarze udostępnili jej pokój w swoim domu.

Źródła: Miesięcznik "Odkrywca".  http://fakty.interia.pl/historia/news-tajemnicze-skrzynie-z-archiwum-miasta-stettin,nId,939481
           Opowiadania osób mających wiedzę na ten temat.

czwartek, 29 października 2015

Spotkanie że żmiją zygzakowatą

Wtorkowy poranek 27 października tego roku był dosyć zimny. Poranne przymrozki spowodowały dość silne opadanie liści. Słońce zaś, tego dnia było niezwykle ostre, bez chmur na niebie.
Kiedy przymrozki zaczęły ustępować wybrałem się może nie tyle na grzyby, co bardziej w celach spacerowych.
Idąc pod słońce ujrzałem w pewnym momencie zdrowego jak mi się wydało podgrzybka. Postawiłem obok wiaderko, wyjąłem nóż i przykucając sięgnąłem po grzybka. Coś jednak zwróciło moją uwagę. Przede mną leżała żmija zygzakowata. Była to odmiana jasna, stąd nie zauważyłem jej wcześniej na tle pstrokacizny podłoża spowodowanej przez liście i w świetle jaskrawego słońca.
Sytuacja była dla mnie o tyle nieciekawa, że odległość mojej dłoni od podniesionej już głowy zwierzęcia wynosiła znacznie mniej niż jej długość, którą szacuję na ok. 45 cm. Samo zwierzę, poza wspomnianą podniesioną głową, nie było uszykowane do ataku, być może pomogło mi odrętwienie żmii po porannych przymrozkach. Oczywiście rękę natychmiast cofnąłem, rezygnując z grzybka. Ponieważ zwierząt chronionych nie wolno fotografować (choć od niedawna jest chroniona tylko częściowo), zrezygnowałem z jej dalszego niepokojenia, choćby z dalszej odległości. Na potrzeby tego wpisu wykorzystałem zdjęcia z wiki. Jak zapewne czytelnik się domyśli żmija zachowała życie.
Sytuacja może wydawać się o tyle dziwna, że okres przymrozków trwa już u nas od dłuższego czasu i wspomniany gad już dawno powinien smacznie spać. Z drugiej strony, dawno temu spotkałem w lesie odmianę miedzianoczerwoną w miesiącu grudniu, również po przymrozkach. Jak sobie dobrze przypominam to zima wówczas, choć z występującymi mrozami była bardzo łagodna. Czy tak będzie tym razem? Czas pokaże.

(Zdj. Taką odmianę spotkałem. Źródło:By Highlandtiercel (Own work) [Public domain], via Wikimedia Commons )


(Zdj. Dość dokładne miejsce spotkania tuż za ul. Węgorzyńską obok Brzozowej. Źródło Google maps.)


(Film: Krótki film o pożytkach ze żmii. Źródło: YouTube)

czwartek, 24 września 2015

Co to jest i do czego się przydaje?


Tegoroczny skąpy sezon grzybiarski, może skłaniać wielu ludzi do poszukiwań darów lasu w jego głębszych ostojach. To może prowadzić do zagubień i błądzenia w lesie.
Co zatem robić w takiej sytuacji?
Pomocne mogą się okazać kamienne lub betonowe słupki, które spotykamy w lesie.
Są to słupki oddziałowe, na których umieszcza się numery przylegających oddziałów. Stoją one w południowo – zachodnim narożniku oddziału przy skrzyżowaniu linii oddziałowych.
Zasada jest prosta: Numery uwidocznione na słupku „patrzą” w kierunku oddziału, który wskazują.

(Zdj. Numery wskazujące oddziały)

W nagłym wypadku należy zatem podać odpowiednim służbom numer, w którym się znajdujemy, aby mogły nas w miarę szybko odnaleźć. Narożnik pomiędzy dwoma najniższymi cyframi wskazuje zawsze kierunek północny.

 (Zdj. Narożnik między najniższymi numerami zawsze oznacza kierunek północny)

 
Co do wspomnianych numerów telefonów to oczywiście warto znać numery nadleśnictwa, straży leśnej, czy leśniczego lub też uniwersalny 112. Jeżeli mamy problem z orientacją w lesie warto mijając te słupki zapamiętać numery oddziału, do którego wchodzimy, bądź je sobie zapisać lub utrwalić w telefonie.

 (Zdj. Brak numeru oznacza teren lub las nie będący w posiadaniu Lasów Państwowych)



(Zdj. Gdyby na wierzchu  był namalowany numer oznaczałby on numer obrębu leśnego)


W źródłach poniżej niniejszego tekstu podaję również link do udostępnionych przez Lasy Państwowe map lasów, które można sobie wydrukować lub wgrać na dowolne urządzenie przenośne mające taką opcję. Z pewnością mapy będą pomocne w orientacji na terenie lasu. Również w podanych źródłach można zapoznać się szerzej z sygnalizowaną tym tekstem tematyką.

(Zdj. Na mapie lasu wszystko się zgadza)



Źródła:

Kwartalnik „Echa Leśne” nr 2014 – 03

czwartek, 10 września 2015

Pisać nie pisać czyli złoty pociąg uderza do głów.


Na fali medialnej związanej z rzekomym odnalezieniem tzw. „Złotego pociągu” wzrosło zainteresowanie tematyką eksploracyjną, oraz naszym krajem. Ma to swoje dobre i złe strony.
Niestety muszę poruszyć negatywną część tego zjawiska.
Niedawno odnotowałem na swoim blogu zainteresowanie jednym z poruszanych tematów, przy czym wejścia były z państw europejskich innych niż Polska. Nie chcę posądzać tu obcokrajowców o jakieś kontrowersyjne działania, gdyż mogli to zrobić równie dobrze rodacy ale...
Efekt jak na zdjęciach rozkopane poszycie leśne w kilku miejscach (około dwóch tygodni temu jeszcze tego nie było), wykopane jakieś resztki potłuczonej zastawy stołowej, przy czym nie było możliwości jej identyfikacji oraz pochodzenia z uwagi na brak sygnatur producenta.
Nie sądzę też żeby istniała możliwość znalezienia porcelany przy pomocy wykrywacza metalu.
Możliwości według mnie są następujące:
 - Ktoś zrobił komuś kawał kopiąc w lesie dołki i podrzucając jakieś potłuczone śmiecie porcelanowe.
 - Druga możliwość jest taka, że ktoś rzeczywiście coś w tamtym miejscu schował i wiedział, w którym miejscu szukać, a nieumiejętnie się obchodząc zniszczył te niewiele z pewnością warte zasoby.
 - Trzecia możliwość to taka, że ktoś zaczął ryć w ziemi i został stamtąd przepłoszony – pracownicy leśni są tam częstymi gośćmi.
Dla mnie pozostaje niesmak. Nie po to wspominam miejsca istniejące w przeszłości, żeby ruszali tam domorośli eksploratorzy zwłaszcza niszczący zasoby leśne. Jest to dla mnie tym bardziej przykre, że przygotowywałem więcej wpisów o takich miejscach.
Teraz pozostaje zastanowić się czy warto.

 (Zdj. Czy dla takich "znalezisk" warto niszczyć zasoby leśne?)


(Zdj. To niestety nie jedyny wykop)